Amerykanie pokazali nowego Abramsa. Nie wszyscy są zachwyceni
W Detroit podczas kończącego się właśnie Detroit Auto Show (14-25 stycznia) US Army pochwaliła się najnowszym Abramsem. Zaprezentowany wóz ma być zwiastunem rewolucji. Na razie budzi on sporo kontrowersji, ale nie zawsze uzasadnionych.
Sam czołg był długo oczekiwany przez US Army. Tuż po wejściu do służby obecnej wersji Abramsa w 2017 r., M1A2 SEPv3, US Army zaczęła szukać pomysłu na nowy wóz. Ta wersja okazała się być za ciężka, a modernizacja, choć bardzo rozległa w stosunku do poprzedniego SEPv2, nie rozwiązywała wielu bolączek (jak np. niezbyt nowoczesny system kierowania ogniem czy wysokie zużycie paliwa).
Prace miały biec dwutorowo, z jednej strony zaplanowano kolejną modernizację (SEPv4, m.in. z nowoczesnym systemem kierowania ogniem czy dodatkowymi czujnikami), z drugiej – zupełnie nowy czołg. Z czasem okazało się, że program dalszej modernizacji należy porzucić, bowiem kolejny pakiet modernizacyjny usuwał zbyt mało wad, za to inne, jak wysoka masa - pogłębiał.
Program SEPv4 zamknięto jesienią 2023 r. Już wówczas trwały koncepcyjne prace nad następcą, mające podwaliny w różnych pracach testowych i demonstracyjnych prowadzonych w toku rozwoju Abramsa, a także programu Future Combat Systems. Formalny program nowego czołgu, roboczo nazwanego M1E3, ruszył w maju 2024 r. Miał doprowadzić do wejścia do służby nowego czołgu w 2030 r. Obecne plany są jednak bardziej ambitne i wskazują raczej na lata 2027-28. Jaki jest M1E3?
Pojazd testowy
Pojazd testowy, nazywany przedprototypem, skompletowano już jesienią 2025 r., a na przełomie listopada i grudnia trafił do US Army na pierwsze oględziny. Zaledwie półtora miesiąca później został zaprezentowany publicznie na wspomnianym wydarzeniu branży motoryzacyjnej w Detroit. Przedprototyp M1E3 wywołał mieszane uczucia.
Pojazd powstał poprzez przebudowę starszego Abramsa, prawdopodobnie jeszcze M1A1. Jest to wyraźnie widoczne w konstrukcji wozu, zarówno kadłuba, jak i wieży. Mimo to, widać też wiele zmian. Wieża czołgu ma wyjątkowo "gładki" strop, na którym znalazło się miejsce dla zdalnie sterowanego stanowiska strzeleckiego EOS R400 Mk2 w konfiguracji antydronowej oraz głowicy optoelektronicznej Leonardo DRS S3.
Żadnych dodatkowych przyrządów optoelektronicznych, dodatkowego uzbrojenia czy czujników. Wycięto jedynie właz awaryjny, który w razie potrzeby ma ułatwiać pracę żołnierza, zajmującego miejsce w wieży w razie usterki - to wszystko. Sama wieża, co stanowi prawdziwą rewolucję, jest bezzałogowa. Dlatego też całą niszę wieży wymieniono na nową, wraz z automatem ładowania. Przednia i centralna część nie noszą znamion innych zmian, nie licząc "okienka" nieznanego czujnika na lewo od maski działa.
W kadłubie również widać zmiany. Cała załoga zajmuje miejsce w jego przodzie, co wymagało zmiany rozmieszczenia zbiorników paliwa. Załoga jest trzyosobowa, choć do walki wystarczyć ma tylko jeden człowiek. Żołnierze mają do dyspozycji dwa włazy w stropie kadłuba, a ze względu na identyczne zestawy instrumentów pokładowych, funkcje wszystkich trzech czołgistów mają być w pełni wymienne. Sam przód kadłuba został nieco przekonstruowany (zestaw czujników optoelektronicznych, nowe oświetlenie) oraz solidnie dopancerzony. Zawieszenie, dotychczas tradycyjne na drążkach skrętnych, zastąpiono nowocześniejszym hydropneumatycznym, podobnym do znanego z koreańskich K2 czy np. z polskiego Borsuka. Zachowano stary, paliwożerny napęd.
W ogniu krytyki
Wóz wywołał w sieci falę krytyki. Liczni obserwatorzy zwracali uwagę na pracę starego i paliwożernego silnika turbowałowego, zachowanie nieoptymalnej dla takiego czołgu wieży, niepotrzebne zachowanie niezoptymalizowanego dla załogi w pancernej kapsule kadłuba itd.
Na wozie nie widać też wielu zapowiadanych dla M1E3 funkcjonalności, jak zintegrowany aktywny system ochrony klasy hard-kill (jak izraelski Rafael Trophy montowany na Merkawach, gdzie, w odróżnieniu od Abramsów czy Leopardów 2, jest lepiej wkomponowany w architekturę wozu), nowoczesny, hybrydowy układ napędowy itd. I to wszystko jest prawdą.
Rzecz w tym, że krytyka ze strony nawet niektórych dziennikarzy branżowych wynikała z niezrozumienia terminu "pre-prototype", bo właśnie przedprototyp posiada jedynie US Army wraz z firmą Roush (odpowiadała za projekt wozu we współpracy z producentem, General Dynamics Land Systems) zademonstrowały w Detroit.
Jest to pojazd testowy, do badania wyłącznie wybranych rozwiązań technicznych i funkcji wozu, a przede wszystkim: układu konstrukcyjnego z wieżą bezzałogową i trzyosobową załogą umieszczoną w kadłubie. To, że zachowano wiele elementów ze starych wersji Abramsa, nie ma znaczenia, niekoniecznie też należy przywiązywać się do urządzeń zaprezentowanych na stropie wieży. Docelowe uzbrojenie dodatkowe czy czujniki mogą być zupełnie inne.
Na drodze ku pancernej rewolucji w USA może stanąć konserwatyzm niektórych amerykańskich kręgów wojskowych. Nicholas Moran, historyk i popularny militarny youtuber z USA, wskazuje bowiem na głęboką niechęć kadr US Army do redukcji liczebności załogi czołgu. Zjawisko występowało to już w trakcie drugiej wojny światowej. Obecnie amerykańscy oficerowie i żołnierze "znają i ufają wieżom załogowym i czteroosobowym załogom z tradycyjnie przypisanymi rolami żołnierzy", pisze historyk.
Z kolei w 2020 r. gen. bryg. Theodore D. Martin, zastępca dowódcy/szef sztabu US Army TRADOC, otwarcie sprzeciwiał się wprowadzeniu automatu ładowania do przyszłego czołgu z uwagi na to, że automaty są awaryjne, uniemożliwiają separację amunicji od załogi i nie są w stanie pomóc kolegom podczas codziennej obsługi wozu.
Nie dotyczy to tylko czołgów - w tym samym czasie r. gen. bryg. John Rafferty, szef LRPF CFT, także wypowiadał się chłodno o zastosowaniu automatu ładowania w nowej armatohaubicy. Cóż, widocznie Amerykanie nie wierzą w istnienie wielu sowieckich czołgów z automatem ładowania, ale też francuskiego Leclerca, koreańskiego K2 czy haubicoarmaty DANA.
Przyszłość
Na podstawie wyników testów przedprototypu powstaną prototypy M1E3, a z nich wyłoni się docelowy M1A3. Po wejściu do służby oznaczająca wersję testową litera "E" zostanie zastąpiona formalnym oznaczeniem kolejnego standardu, tj. "A".
Wóz, poza oznaczeniem, niewiele będzie miał wspólnego z rodziną M1. Czołg rzekomo ma otrzymać zupełnie nową wieżę (choć może zachować stare uzbrojenie), rzecz jasna bezzałogową i naszpikowaną techniką, w tym ze zintegrowanym aktywnym systemem ochrony czy urządzeniami chroniącymi przed dronami. Załoga zapewne zajmie miejsce w kadłubie, w kapsule podobnej do tej z przedprototypu, gdzie z gamingowymi padami w dłoniach będzie w razie potrzeby gromić wrogów USA.
Sam kadłub również zapewne będzie nowy, by lepiej wykorzystać nowe podzespoły, w tym bardziej nowoczesne zawieszenie czy nowy napęd. Ten ostatni ma być hybrydowy i, choć samo założenie jest ambitne i nowoczesne, budzi nieco kontrowersji. Masa czołgu oczywiście spadnie w pełnej konfiguracji bojowej z ok. 72 t w M1A2 SEPv3 do ok. 55 t w M1A3, ale napęd ma być dość słaby.
Wszystkie Abramsy, od M1 począwszy, mają jednostki napędowe o mocy 1500 KM. M1A3 ma mieć silnik wysokoprężny o mocy zaledwie ok. 1000-1100 KM (Caterpillar C13D lub nowocześniejszy Cummins ACE), współpracujący z przekładnią zintegrowaną z silnikami elektrycznymi o łącznej mocy ok. 300 KM. Ma być on ustawiony poprzecznie, co stanowi ważną zmianę. Łączna dostępna moc będzie więc mniejsza, niż w M1 z 1980 r., ale rzekomo ma wystarczyć. Czy na długo, jeśli przypomnimy sobie historię modernizacji obecnego Abramsa?