Susza "wisi w powietrzu". Hydrolog ostrzega przed problemem
Wilgotność wierzchniej warstwy gleby jest obecnie w normie, ale dłuższy brak opadów może szybko zmienić obraz sytuacji. Prof. Paweł Rowiński w rozmowie z serwisem PAP "Nauka w Polsce", zwraca uwagę, że ryzyko suszy w Polsce wciąż pozostaje realne.
Na razie nie widać przesłanek do alarmu, jednak stabilizacja może okazać się krótkotrwała. Zdaniem prof. Pawła Rowińskiego, hydrologa i dyrektora Instytutu Geofizyki PAN, mimo obecnie poprawnych warunków w glebie, brak równomiernych opadów sprawia, iż zagrożenie suszą pozostaje aktualne - mówił w studiu PAP.
Śnieżna zima pomogła, ale "to nie znaczy, że będzie dobrze"
- Choć na teraz nie ma wielkiego zagrożenia suszą, a wilgotność górnej warstwy gleby jest w normie, to z powodu braku opadów susza wisi w powietrzu - powiedział prof. Rowiński. - Tegoroczna zima na tle ostatnich lat była śnieżna, co pozytywnie wpływa na obecną sytuację hydrologiczną. Wydaje się, że duże obszary Polski powinny sobie poradzić lepiej niż w latach ubiegłych, ale to nie znaczy, że będzie dobrze - dodał.
Hydrolog zaznaczył, że taki start sezonu nie przesądza o spokojnych kolejnych miesiącach. Zwrócił także uwagę, że od pewnego czasu nie pada (nie chodzi tu o drobne opady, tylko te równomiernie rozłożone w czasie), a prognozy nie wskazują na nadejście opadów, które poprawiają bilans wodny w sposób trwały. - Znowu możemy wejść w problemy suszy, tylko wystąpią one później - dopowiedział.
Polska ma czego szukać w kosmosie
Wilgotność gleby i niżówka hydrologiczna
Hydrolog podkreślił, że po raz pierwszy od lat wiosna zaczyna się z wilgotnością górnych warstw gleby w normie. Zastrzegł jednak, że w przypadku wód w warstwach wodonośnych położonych najbliżej powierzchni sytuacja bywa zróżnicowana, a Państwowy Instytut Geologiczny czasem sygnalizuje spadki poniżej stanu ostrzegawczego.
W rozmowie pojawił się też wątek niżówki hydrologicznej, czyli okresowego obniżenia stanów wód powierzchniowych poniżej ustalonych wartości. Zjawisko może przekładać się m.in. na niedobory wody w studniach, a obecnie dotyczy głównie wschodniej i centralnej Polski.
Ekspert szerzej ocenił bilans zasobów: - Polska jest generalnie dość deficytowa, jeśli chodzi o wodę - natomiast ten obraz jest złożony. Jak bowiem mówił, wody powierzchniowe są dosyć ubogie, natomiast wód gruntowych (czyli tych w niższych warstwach gleby) mamy całkiem, całkiem - dodał.
Prof. Rowiński podał też wskaźnik dostępnej wody powierzchniowej na mieszkańca: 1600 metrów sześciennych rocznie. Zaznaczył, że poniżej tej wartości mówi się o stresie wodnym i że Polska zwykle spada poniżej tego progu, czasem do ok. 1200 czy 1100 m sześc. na osobę rocznie.
Wśród czynników pogarszających sytuację w wodach powierzchniowych wymienił gospodarowanie wodą oraz zmieniający się klimat. Wyjaśniał, że wyższe temperatury oznaczają większą absorpcję pary wodnej przez atmosferę (czyli jej "wchłanianie"), co przekłada się na inny rozkład wody w czasie. - Wody jest mniej więcej tyle samo, tylko że mamy bardzo długie okresy suche. Jak się ta woda już zgromadzi w atmosferze, to jak pada, to już solidnie - mówił.
Pytany o to, co można zrobić, by lepiej gospodarować wodą, wskazał przede wszystkim na zatrzymywanie jej tam, gdzie spadnie. Podkreślał, że nie musi to oznaczać wyłącznie dużych inwestycji hydrotechnicznych, lecz raczej rozproszone działania wspierające retencję.
Na koniec prof. Rowiński przyznał, że sytuacja hydrologiczna Polski go niepokoi, ale nie określił jej jako katastrofalnej. Zwrócił uwagę, że poprawę mogą przynieść "mądre" działania w zakresie gospodarowania wodą.