Wraki sowieckich pociągów. Niszczeją na polskim cmentarzysku
Na obrzeżach Krakowa, w rozległej stacji rozrządowej Płaszów, kryje się cmentarzysko pociągów. Wśród eksponatów znajduje się najcięższy polski parowóz produkowany w latach 50. XX wieku.
Zaledwie 15 minut spacerem od dworca Kraków-Płaszów znajduje się opuszczone cmentarzysko pociągów. Pociągi od lat niszczeją i pozostawione są na pastwę losu. Wśród "eksponatów" znajdują się zabytkowe lokomotywy i kilkanaście starych wagonów.
Niszczejąca ruina
Kompleks został zbudowany w 1908 r. Rozbudowany zaś został podczas nazistowskiej okupacji. Po upadku komunizmu znaczna część infrastruktury popadła w ruinę. Planowany projekt muzeum nigdy nie doszedł do skutku. Z tego powodu pociągi niszczeją i popadają w coraz większą ruinę.
Najstarszy z wagonów znajdujących się na cmentarzysku pochodzi jeszcze z czasów Austro-Węgier. Obecnie jest mocno zniszczony i nadpalony. Bocznice są od dawna nieużywane. To właśnie na nich zaparkowano maszyny, które są nieużywane, lub takie, których nie opłaca się reperować. Część z nich pozostawiona była przez Sowietów.
Apokaliptyczne sceny
Wśród eksponatów znajduje się TY-51 - najcięższy polski parowóz z lat 50. XX w., który to był inspirowany amerykańskimi projektami. Parowóz ten wciąż ma doczepioną węglarkę. Zaledwie kilka kroków dalej cicho stoją wagony pasażerskie z widocznymi, ale ogołoconymi przedziałami.
Nieopodal znajduje się z kolei Tkt48-167. Parowóz ten powstał w tej samej dekadzie. Znany był głównie ze swojej mocy. Używany był głównie do obsługi ruchu pasażerskiego i towarowego w niższych partiach gór południowej Polski. Jego lokomotywa została odgrodzona i można oglądać ją tylko przez płot.
Pociągi są zarośnięte gęstą roślinnością i zniszczone upływem czasu oraz warunkami atmosferycznymi. Część jest już całkowicie zardzewiała. Sam obraz cmentarzyska przypomina "apokaliptyczną scenę", która spodobać się może turystom i pasjonatom kolei.