Uderzyli tam w styczniu. Wyłączyli poligon z użytku
Podczas dwóch alarmów w Ukrainie nie doszło do startu rosyjskiej rakiety Oriesznik. Według wojskowego Ołeksandra Musijenki, cytowanego przez portal ukraińskiej agencji Unian, Rosja nie może aktualnie uderzać z tego obiektu, ponieważ trwają tam prace renowacyjne po styczniowych atakach.
Ukraińskie siły obrony w styczniu przeprowadziły serię uderzeń w kierunku rosyjskiego poligonu Kapustin Jar w obwodzie astrachańskim. Jak wyjaśnił wojskowy z Ukrainy Ołeksandr Musijenko, to właśnie te ataki stoją za brakiem rzeczywistych startów Oriesznika, mimo że Rosja sygnalizowała gotowość do odpalenia. Według eksperta, Moskwa próbowała wytworzyć wrażenie pełnej sprawności.
Musijenko wskazał, że na miejscu trwają prace naprawcze i weryfikacja systemów kontroli. "Po ataku ukraińskich Sił obrony prowadzono tam pewne prace remontowe i konserwacyjne" - powiedział.
Jego zdaniem to element szerszej gry informacyjno-psychologicznej. "To było potrzebne, by pokazać, że nie ma żadnych następstw. Gdyby było wszystko w porządku, wróg przeprowadziłby planowany start rakiet jeszcze w styczniu, a tego nie zrobił" - ocenił ekspert, zwracając uwagę, że Rosjanie ukrywają, iż poligon Kapustin Jar nie nadaje się obecnie do działań.
Czy Polska potrzebuje Gripenów?
W dniach, gdy w Ukrainie dwukrotnie ogłaszano alarm z powodu zagrożenia Oriesznikiem, do odpaleń nie doszło. Z relacji Musijenki wynika, że rosyjskie kierownictwo chciało przede wszystkim zademonstrować "gotowość", jednocześnie maskując skutki uderzeń w infrastrukturę poligonu.
Przypomnijmy, że dokładna masa startowa Oriesznika jest nieznana, ale analitycy sugerują, że wynosi ona prawdopodobnie od 40 do 50 ton. Pocisk znajduje się na podwoziu MZKT-79291 (12x12), które wcześniej obsługiwało systemy Topol-M i RS-26 Rubeż.