Mamy elektryczne samochody, ekrany o jasności absolutnej i aparaty, których obiektywy widzą kratery na Księżycu. Tymczasem w kieszeni wciąż nosimy tę samą technologiczną kotwicę: baterię, której rozwój od lat nie zaliczył żadnego przełomu na miarę Nobla.
Dlaczego nasze smartfony są coraz mądrzejsze, a baterie... szału nie robią? O tym, co przyniesie przyszłość rozmawialiśmy z Pawłem Ochyńskim, CEO firmy Greencell, w czwartym odcinku TechNieogicznie.
Zakładnicy gniazdek i lęk przed zerem
Statystyczny Polak spędza z nosem w smartfonie spokojnie 4. Sporo, prawda? To już nie jest tylko narzędzie – to nasze okno na świat, portfel i centrum dowodzenia. Nic dziwnego, że dopadła nas nomofobia oraz jej młodsze, techniczne rodzeństwo: Low Battery Anxiety. Ten lęk przed rozładowaniem napędza nasze życie. Biegamy od gniazdka do gniazdka, jakbyśmy byli podpięci do respiratora.
Może zamiast błagać inżynierów o kolejne miliamperogodziny, powinniśmy – wzorem Rousseau – wrócić do natury? Czy rozwój technologii nie powinien przyhamować, byśmy odzyskali stabilność emocjonalną? Może czas na "cyfrowy detoks" i zrozumienie, że świat nie zawali się, gdy ekran zgaśnie? A może wystarczy podpiąć pod smartfon odpowiedni powerbank, by nasze problemy zniknęły?
Bateryjne mity
Pędzimy za szybkością. Producenci licytują się na liczby: 60 W, 100 W, a nawet 200 W. Ale czy pogoń za naładowaniem telefonu w 10 minut nie skraca jego życia do kilku miesięcy? Otóż, nie. Odpowiednio zaprojektowane ogniwo zniesie wiele. Wiele, czyli nie tylko ładowanie z mocą 200 W, ale i ładowanie nocne, niemniej ciągle najrozsądniej jest trzymać smartfon naładowany w złotym zakresie, od 20 do 80 proc.
Bateria jako wąskie gardło świata technologii?
Dlaczego "elektryki" są tak drogie? Bo bateria to 1/3 kosztu auta. I tu wchodzimy w sferę wielkiej polityki. Lit, kobalt, metale ziem rzadkich – czy czeka nas o nie wojna? Cóż, geopolityczna walka o surowce już trwa. Chiny, USA i Europa zbroją się w kopalnie i technologie, bo kto ma dostęp do zasobów, ten kontroluje przyszłość transportu. No właśnie, przyszłość…
Co przyniesie jutro? Rewolucja czy zastój?
Co przyniesie przyszłość? Wnioski z naszej rozmowy będą dla jednych optymistyczne, a dla innych… Cóż, niektórzy tę wizję elektrycznej przyszłości odbiorą zapewne jako zamach na wolność i stary porządek świata. Przyszłość to samochody elektryczne, wydajne ogniwa, autonomiczne pojazdy, elektryfikacja wszelaka i świat sprzężony technologicznie. Nie tylko korzystający z technologicznego postępu, ale wręcz z nim zlicowany.
No dobrze, to kiedy się możemy tej przyszłości spodziewać? Paweł Ochyński z Greencell uważa, że w okolicach 2030 roku powinniśmy osiągnąć więcej niż zadowalający poziom rozwoju, wysycenia infrastruktury elektrycznej, co nada rozpędu polskiej elektromobilności. Co zaś z bateriami i ograniczeniami starych technologii? Tu prym wiodą Chiny z
nowatorskimi pomysłami, które kultura zachodnia stara się gonić. Bez względu na to, czy szeroko rozumiany Zachód chińskie osiągnięcia "złapie" i wsiądzie do pociągu postępu, najbliższa dekada przyniesie wiele zmian i sprawi, że bateria w swoim ogólnym ujęciu, przestanie być postrzegana jako spowalniacz technologicznego rozwoju.