Nie zastąpią zachodniego uzbrojenia. Ukrainiec o lokalnej broni
Ukraina nie może dziś całkowicie zastąpić zachodniego uzbrojenia własnymi odpowiednikami – powiedział w rozmowie z ukraińskim Kyiv24 Anatolij Chrapczyński, ekspert wojskowy związany z przedsiębiorstwem produkującym środki walki elektronicznej.
Anatolij Chrapczyński ocenił, że Ukraina jest w stanie szybko skalować produkcję rakiet do zadań taktycznych, lecz pełne zastąpienie systemów zachodnich pozostaje poza zasięgiem. Według eksperta barierą jest nie tylko finansowanie, ale także cykl rozwoju uzbrojenia wymuszony przez wojnę i zmiany taktyki przeciwnika.
"Nie możemy mówić o naszym własnym następcy dla zachodnich odpowiedników, na przykład Tomahawka, ponieważ wciąż jesteśmy na etapie, na którym możemy szybko zwiększyć produkcję dużych ilości pocisków, które będą wykoywać określone zadania taktyczne" - twierdzi Chrapczyński. Podkreślił przy tym, że krajowe programy można usprawniać i skalować, jednak wymogi frontu zmieniają się zbyt szybko, aby budować stabilne serie porównywalne z zachodnimi odpowiednikami.
Ekspert wskazał, że o seryjnej produkcji w klasycznym rozumieniu można mówić dopiero w długim, stabilnym okresie bez działań wojennych. Większość systemów jest modernizowana co trzy–sześć miesięcy, bo przeciwnik modyfikuje metody przeciwdziałania, a przemysł musi reagować na bieżąco.
W tym kontekście Chrapczyński podkreślił zwrot ukraińskiej zbrojeniówki ku elastyczności i szybkim iteracjom. Wskazał przy tym na pociski F5 Flamingo, które jego zdaniem już wykazują skuteczność przeciwko celom dużym i małym, co pozwala zwiększać krajowe zdolności mimo ograniczonych zasobów.
Na horyzoncie są też nowe projekty amunicyjne. Od 2026 r. spółka "Ukraińska Bronietiechnika" planuje wytwarzać 105‑mm pociski artyleryjskie M1, z potencjałem do ok. 100 tys. sztuk rocznie. Amunicja ma zasięg do 11,5 km, głowicę o masie ok. 2,18 kg i całkowitą masę 18,15 kg. Maksymalna skala będzie możliwa przy finansowaniu i przedpłatach państwa.