Największą przeszkodą w jeździe autonomicznej jest… człowiek?
Rok 2032. Tysiące aut mknie przez miasto w idealnej synchronii, zderzaki w zderzak. Nie ma korków. Nie ma stłuczek. Nie ma nerwów. Raj, nie chaos. Niemniej w tym raju czai się jeden element, którego żaden algorytm nie jest w stanie do końca przewidzieć. Tym elementem jest kierowca starego Passata.
Człowiek jako błąd w systemie?
Wyobraźmy sobie zamknięte środowisko, w którym za poruszanie się pojazdów odpowiadają algorytmy, cały informatyczny dorobek ludzkości. Mamy to? Co widzimy? Rzecz działa doskonale. Porządek i brak chaosu. Przewidywalność i bezpieczeństwo. To teraz czas na powrót do normalności!
Największym wyzwaniem dla autonomicznej rewolucji nie są czujniki, ale okres przejściowy. Moment, w którym na drogach będziemy mieli mieszankę aut sterowanych przez AI i tych prowadzonych przez ludzi.Pojazdy autonomiczne będą ze sobą połączone, tworząc jeden, gigantyczny organizm informatyczny. Będą wiedziały o swoich zamiarach na milisekundy przed ruchem. Ale kierowca w aucie obok? On może nagle skręcić, bo zobaczył wolne miejsce parkingowe, albo zahamować, bo wypadł mu telefon albo Instagram się zawiesił.
Choć zabrzmi to, dla niektórych, jak koniec cywilizacji wolności, to człowiek w świecie autonomicznego transportu będzie jedynym elementem niesprzężonym z systemem. Generatorem chaosu i"szumem" w krystalicznie czystym kanale informacyjnym AI. Ale, czy aby na pewno? Na to pytanie próbowaliśmy odpowiedzieć w rozmowie z CEO firmy Greencell, Pawłem Ochyńskim.