Incydent medyczny na orbicie. Co astronauci mogą zrobić w sytuacji zagrożenia zdrowia?
Czy w kosmosie można przeprowadzić operację, tak jak na Ziemi? Czy każdy astronauta przechodzi szkolenie medyczne? Na te i inne pytania odpowiada nam dr Anna Fogtman z Europejskiego Centrum Astronautów ESA.
Uwagę osób śledzących aktywność astronautów na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (MSK) w ostatnich dniach przykuł incydent medyczny, który zmusił czteroosobową załogę Crew-11 do przerwania misji na ponad miesiąc przed planowanym terminem. Zena Cardman (NASA), Mike Fincke (NASA), Kimiya Yui (JAXA) oraz Oleg Platonov (Roskosmos) powrócili 15 stycznia 2026 r. bezpiecznie na Ziemię jeszcze przed startem załogi Crew-12.
To wydarzenie to okazja, by zastanowić się nad wyzwaniami jakie wiążą się z zabiegami medycznymi na orbicie. Moja rozmówczyni, dr Anna Fogtman, zajmuje się w ESA strategią ochrony zdrowia ludzi pracujących w kosmosie.
Karol Żebruń: Astronauci, w tym Sławosz Uznański-Wiśniewski, to ludzie, którzy kierują się zdrowymi nawykami w codziennym życiu, a przed lotem przechodzą szkolenie zawierające elementy medycyny. Co obejmuje takie przygotowanie?
Dr Anna Fogtman: Astronauci są przygotowani medycznie przede wszystkim w sposób praktyczny - tak, aby na orbicie radzić sobie z typowymi, przewidywalnymi sytuacjami zdrowotnymi. Na pokładzie wyznacza się Crew Medical Officera, czyli osobę odpowiedzialną za kwestie medyczne. Nie musi to być lekarz - często jest to inżynier lub biolog po dodatkowym szkoleniu. Zakres kompetencji obejmuje podstawową diagnostykę, ocenę parametrów życiowych, podawanie leków (również w formie iniekcji czy dostępu dożylnego), zabezpieczanie ran oraz proste procedury wspierające.
Czy to oznacza, że astronauta musi radzić sobie sam, będąc z dala od Ziemi?
Astronauta nigdy nie działa samodzielnie, "bez zaplecza". Każdy członek załogi ma przypisanego lekarza oraz psychologa i odbywa regularne konferencje medyczne. W razie potrzeby lekarze i astronauci mają także do dyspozycji bezpieczny komunikator działający 24 godziny na dobę. W praktyce oznacza to, że astronauci mają wystarczającą wiedzę i kompetencje, by poradzić sobie z wieloma przypadkami medycznymi, ale zawsze w modelu opieki wspieranej z Ziemi.
Rozumiem, że o chirurgii na orbicie nie ma mowy. Przypuszczam jednak, że nawet zwykły ból głowy, otarcie skóry, staje się w kosmosie urazem o innej randze niż tutaj, na Ziemi?
W kosmosie nawet drobna dolegliwość może mieć większe znaczenie niż na Ziemi - nie dlatego, że automatycznie staje się groźna, ale dlatego, że funkcjonujemy w środowisku zamkniętym i ograniczonym logistycznie. Nie ma możliwości szybkiego "wyskoczenia do apteki", a infekcje w takiej przestrzeni mogą rozchodzić się szybciej. Dodatkowo w stanie nieważkości organizm reaguje inaczej - proces gojenia i odpowiedź układu odpornościowego mogą być osłabione.
No i na orbicie astronauta nie weźmie L4. Jest niezastąpiony.
Każda chwilowa niedyspozycja astronauty może wpłynąć na bezpieczeństwo i przebieg misji, bo oznacza mniej osób zdolnych do wykonywania zadań krytycznych. Mimo to większość takich przypadków wciąż da się dobrze kontrolować. Na MSK znajduje się szeroki zestaw leków oraz sprzęt umożliwiający diagnostykę i interwencję. Dlatego ból głowy czy skaleczenie nie są dramatem, ale są traktowane z większą uwagą.
Zastanówmy się nad warunkami jakie panują na orbicie. Nieważkość, promieniowanie, stres psychiczny. Jak te czynniki wpływają na możliwości zabiegowe, czego - co na Ziemi jest oczywiste - nie da się zrobić na pokładzie MSK?
Największą różnicą jest sama fizyka środowiska. Nieważkość utrudnia sterylność i kontrolę płynów - krew, płyny używane w procedurach medycznych, a nawet drobne elementy materiałów mogą "uciekać" i krążyć w kabinie, zanieczyszczając sprzęt lub filtry. To sprawia, że zabiegi wymagające dużej ilości płynów i absolutnej sterylności stają się znacznie trudniejsze niż na Ziemi.
A coś takiego jak operacja?
Precyzja manualna jest możliwa, ale wymaga unieruchomienia pacjenta, operatora i narzędzi. Na Ziemi wiele czynności medycznych jest "oczywistych" dzięki grawitacji i stabilnemu oparciu ciała o podłoże. W kosmosie trzeba tę stabilność dopiero zbudować procedurami i sprzętem. Promieniowanie w niskiej orbicie okołoziemskiej jest podwyższone, ale to przede wszystkim ryzyko długofalowe, a w misjach - jak Artemis -poza magnetosferą nie spodziewamy się sytuacji, w których konieczne byłyby medyczne interwencje na pokładzie.
Dochodzi też czynnik psychologiczny: stres, zmęczenie i ograniczone zasoby zwiększają ryzyko błędu w procedurach wykonywanych pod presją. Dlatego szczególnie trudne są działania wymagające pełnego zaplecza anestezjologicznego, idealnej sterylności i precyzyjnej kontroli krwawienia.
Załóżmy, że astronauci dysponowaliby strefą lokalnego ciążenia. Czy to byłoby jakiekolwiek wsparcie?
Teoretycznie tak - poprawiłoby ergonomię i kontrolę płynów - ale praktycznie jest to ogromne wyzwanie techniczne i masowe. Już w przypadku MSK to mało realistyczne, a w dalszych misjach raczej kierunek rozwoju niż gotowe rozwiązanie.
Przypomina mi się film "Wyzwanie", który Rosjanie nakręcili kilka lat temu na orbicie. Elementem akcji jest zabieg kardiochirurgiczny na pokładzie MSK. Co w tym jest fantazją, a co mogłoby być prawdą?
Scenariusz z filmu "Wyzwanie", w którym chirurg leci na MSK, by przeprowadzić pilny zabieg, jest raczej konstrukcją dramatyczną niż obrazem rzeczywistości. Medycznie i operacyjnie taki pomysł jest bardzo naciągany. Barierą jest szkolenie, sterylność, anestezja, kontrola krwawienia i płynów, a także brak pełnego zaplecza i ryzyko, że nawet niewielka komplikacja zdominuje całą misję.
Jedyny element tej idei, który można rozważać realistycznie, to bardzo ograniczone procedury, np. minimalnie inwazyjne interwencje. Ale są one rzadkie i wciąż należą bardziej do obszaru badań niż standardu operacyjnego.
Wróćmy więc na Ziemię, a raczej na orbitę. Jaką aparaturą dysponują astronauci na MSK?
Na MSK znajduje się sprzęt medyczny oraz procedury umożliwiające diagnostykę i stabilizację stanu zdrowia. Dostępne są m.in. ultrasonograf, zestawy do podania leków dożylnie, defibrylator, leki i podstawowe zestawy zabiegowe. Wszystko odbywa się w ścisłej koordynacji z lekarzami na Ziemi.
Czyli, gdy nastąpi incydent medyczny, to scenariusz będzie…?
… dość jasny: diagnozować, stabilizować, a jeśli sytuacja jest poważna - ewakuować, czyli sprowadzić astronautę na Ziemię.
No i jak widać, tak stało się w przypadku misji Crew-11, choć trudno w tej chwili jeszcze mówić, jak bardzo incydent był poważny. Zapewne są jednak sytuacje, w których można liczyć na "zaleczenie"?
Tak, infekcje na orbicie są możliwe, choć środowisko lotu jest bardzo mocno kontrolowane. Przed misją prowadzi się badania przesiewowe i stosuje procedury ograniczające ryzyko, takie jak kwarantanna i monitoring zdrowia. Jeśli mimo tego pojawią się objawy infekcji, zazwyczaj celem jest leczenie objawowe i ograniczenie transmisji wśród załogi.
W praktyce częściej niż infekcje zdarzają się reakcje alergiczne, ponieważ układ odpornościowy jest obciążony w stanie nieważkości. Zarówno infekcje, jak i alergie są jednak na MSK w większości przypadków dobrze opanowywane poprzez leki, obserwację i konsultacje z zespołem medycznym na Ziemi. Gdyby sytuacja była poważna, podstawową strategią nadal pozostaje powrót na Ziemię.
Wydaje się, że psychiczna strona zdrowia jest łatwiejsza do "ogarnięcia" niż reszta na orbicie. Mam jednak wrażenie, że coś mi tutaj umyka?
Zdalne wsparcie psychologiczne jest łatwiejsze logistycznie niż skomplikowane interwencje medyczne. Trzeba jednak pamiętać, że dobrostan psychiczny w kosmosie to nie tylko rozmowa z psychologiem. To także sen, rytm dobowy, konflikty w załodze, monotonia, izolacja i przeciążenie zadaniami. Zdalne wsparcie jest ważne, ale nie zastąpi selekcji załogi, treningu pracy zespołowej i realnego zarządzania odpoczynkiem.
A co astronauci mogą zrobić dla siebie samych, już w kosmosie?
Utrzymywanie rytmu dobowego i odpowiedniej ilości snu, wspólne aktywności poza pracą, takie jak posiłki czy małe uroczystości na orbicie, a także regularny kontakt z bliskimi to najważniejsze działania. Czasem również zespoły naziemne łączą się z astronautami po to, by okazać wsparcie i dodać energii - to realnie pomaga utrzymać pozytywne nastawienie i motywację.
Telemedycyna, technologie wspierane AI. W jakim zakresie te rozwiązania już są przydatne, a jakie rodzą nadzieje? Czy w najbliższym czasie czeka nas w medycynie kosmicznej przełom?
Telemedycyna to już fundament medycyny kosmicznej. Załoga wykonuje czynności na pokładzie, a zespół medyczny na Ziemi prowadzi diagnostykę i podejmuje decyzje. AI może okazać się szczególnie przydatne w dwóch obszarach, po pierwsze w triage i wsparciu decyzji, czyli w ocenie, co jest pilne, co obserwować i jakie są możliwe scenariusze, a po drugie w analizie danych z czujników - snu, stresu i parametrów fizjologicznych - aby wykrywać problemy wcześniej.
Przełom będzie najbardziej widoczny wtedy, gdy misje oddalą się od Ziemi i komunikacja będzie miała opóźnienia. Wtedy AI może stać się "drugą parą rąk" wspierającą autonomię medyczną, bo nie będzie możliwości natychmiastowego prowadzenia załogi przez lekarzy z Ziemi. Nie oznacza to jednak, że w najbliższych latach pojawi się "robot-chirurg" w kosmosie.
Obecnie rozwija się narzędzia wspierające diagnostykę na orbicie, m.in. analizę obrazu z USG. Doświadczenia z 2018 roku w kontekście zakrzepicy żył głębokich pokazały, że nawet osoba z wykształceniem medycznym, ale bez dużej praktyki ultrasonograficznej, może mieć trudność z interpretacją obrazu w warunkach lotu. Testowano również formy konsultacji zdalnych oparte o hologram lekarza, co pokazuje, jak szybko ewoluuje technologia wsparcia.
Na koniec pytanie dotyczące misji Artemis II. Niedługo, po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat, ludzie znajdą się tysiąc razy dalej od Ziemi niż astronauci na MSK. Co z kwestiami medycznymi w tym przypadku?
Artemis II to krótka, testowa misja załogowa statku Orion wokół Księżyca, ale pod względem medycznym to inna liga niż MSK - załoga będzie dalej od Ziemi, wsparcie będzie trudniejsze, a wymagania środowiskowe większe. Jednocześnie to misja o ograniczonym czasie trwania i nie zakłada się scenariuszy wymagających dużych interwencji medycznych na pokładzie.
A gdyby porównać Artemis do misji Apollo?
W porównaniu do czasów Apollo dzisiejsze możliwości są zdecydowanie lepsze. Mamy bardziej rozwiniętą telemetrię, leki, procedury, diagnostykę i trening symulacyjny. Trzeba jednak jasno powiedzieć, że nawet dziś - w razie ciężkiego przypadku medycznego - możliwości są ograniczone przez masę, przestrzeń i brak pełnego zaplecza szpitalnego.
Warto też podkreślić, że diagnostycznie Orion jest skromniej wyposażony niż MSK. To nie jest "latająca stacja" z rozbudowanym zapleczem medycznym tylko pojazd zaprojektowany na krótki lot, w którym priorytetem jest bezpieczeństwo misji i powrót załogi.
Wniosek jest więc następujący - możemy dużo zrobić dla zapewnienia zdrowia astronautów, ale wciąż sposób, w jaki latamy w kosmos, czyni medycynę orbitalną ogromnym wyzwaniem. Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję.