Berlin zdecydował. Skorzysta cała Europa
Przedstawiciele niemieckiego koncernu zbrojeniowego Rheinmetall zapowiedzieli, że wspólnie z europejskim Destinusem zwiększą produkcję pocisków manewrujących. Nowe zasoby mają być przeznaczone "dla Europy, w tym na potrzeby Ukrainy". Wciąż nie wiadomo za to, czy na front trafią pociski manewrujące Taurus.
Rheinmetall i Destinus uzgodniły utworzenie spółki joint venture, co ma wpisywać się w dążenie do wzmocnienia europejskiego przemysłu obronnego. Agencja dpa zauważyła, że po niedawnych niepewnościach dotyczących dostaw broni ze Stanów Zjednoczonych, Europa stawia na powiększenie własnych zdolności produkcyjnych.
Współpraca na rzecz bezpieczeństwa
Spółka ma powstać w drugiej połowie 2026 r. Jej celem będzie rozszerzenie produkcji pocisków manewrujących i systemów rakietowych dla Europy, w tym na potrzeby Ukrainy.
W planach jest produkcja m.in. pocisków manewrujących Ruta, które już teraz odgrywają istotną rolę w obronie Ukrainy. Zostały one opracowane przez Destinus i w wersji Block 2 zapewniają zasięg do ok. 450 km, przy głowicy bojowej ważącej ok. 250 kg.
Ile plastiku mamy w ciele? Odpowiedź zaskakuje
Szef Rheinmetall Armin Papperger podkreślił, że Europa musi rozbudować swoją bazę przemysłową dla nowoczesnych systemów obronnych, a projekt niemieckiego koncernu i Destinusa jest odpowiedzią na tę potrzebę.
Inicjatywy wspierające Ukrainę
Równolegle współpracę z Ukrainą rozwija też inna niemiecka firma. Chodzi o producenta dronów Quantum Systems, który poinformował o utworzeniu nowej spółki joint venture w ramach inicjatywy "Build with Ukraine". W ramach projektu w Niemczech ruszyła produkcja 10 tys. wielozadaniowych dronów czterowirnikowych dla ukraińskich sił zbrojnych.
Co z pociskami Taurus?
Jednocześnie niemiecki rząd pod przewodnictwem kanclerza Friedricha Merza, choć jest jednym z kluczowych sojuszników Ukrainy, wciąż nie podjął decyzji o przekazaniu na front pocisków manewrujących dalekiego zasięgu Taurus. Kwestia ta jest podnoszona od wielu miesięcy, pojawiła się w przestrzeni publicznej jeszcze za kadencji Olafa Scholza. W Niemczech wciąż nie brakuje przeciwników takiego transferu uważających, że jest to broń o tak dużej sile rażenia, że jej transfer mógłby być postrzegany jako eskalacja konfliktu.