Usterka Boeinga 787. Po 14 godzinach lotu wrócił na to samo lotnisko
Loty długodystansowe to dla wielu ludzi bardzo duże wyzwanie, wszak na pokładzie samolotu trzeba spędzić wiele godzin. Trudno sobie wyobrazić frustrację pasażerów linii All Nippon Airways, którzy wczoraj po 14 godzinach lotu wylądowali w miejscu, z którego wystartowali.
Pasażerowie rejsu NH223 z Tokio do Frankfurtu realizowanego przez linię lotniczą All Nippon Airways przeżyli we wtorek wyjątkowo uciążliwą podróż. Początkowo nic takiego obrotu spraw nie zapowiadało. Samolot Boeing 787-9 wystartował planowo z lotniska Tokio Haneda o godz. 10:55 czasu lokalnego. Po ponad sześciu godzinach lotu, gdy samolot znajdował się już nad północną Alaską, załoga wykryła problem techniczny z maszyną i musiała na nią zareagować.
Całe zamieszanie spowodowane było przez instrumenty wskazujące na podejrzenie niski poziom oleju w jednym z silników. Samolot znajdował się wtedy ok. 2 tys. km od Bieguna Północnego i leciał na wysokości 35 tys. stóp, realizując trasę transpolarną do Frankfurtu.
Zwykle w takiej sytuacji piloci podejmują decyzję o lądowaniu na jednym z lotnisk zapasowych ustalonych jeszcze przed lotem na całej trasie przelotu. Ostatecznie jednak, zamiast lądować na lotnisku w Ameryce Północnej lub kontynuować lot do Europy, władze linii ANA zdecydowały się zawrócić samolot do Tokio. Decyzję uzasadniono koniecznością przeprowadzenia naprawy przez własnych inżynierów oraz uproszczeniem logistycznym przy wymianie samolotu.
Choć od strony linii lotniczej taka decyzja miała sporo sensu, to jednak dla pasażerów był to najgorszy możliwy scenariusz. Samolot musiał bowiem zawrócić znad Alaski i powrócić do Tokio. Ostatecznie maszyna wróciła na lotnisko Haneda po ok. 14 godzinach od startu, lądując na pasie 34L. Pasażerowie, którzy liczyli na dotarcie do Frankfurtu, spędzili wiele godzin w samolocie, aby ostatecznie wrócić do punktu wyjścia.
Przedstawiciele linii ANA potwierdzili, że zależało im na obsłudze usterki we własnej bazie serwisowej. Jednocześnie, przewoźnik rozpoczął także działania mające na celu ponowne ulokowanie pasażerów i przygotowanie nowego rejsu do Niemiec.
Tak długotrwały "lot donikąd" to rzadkość w światowym lotnictwie. Linie lotnicze podejmują jednak takie decyzje głównie z powodów bezpieczeństwa i kosztów związanych z obsługą techniczną poza macierzystą bazą.