Największa taka katastrofa. Po samolotach zostały tylko zgliszcza
27 marca 1977 r. Boeing 747-200 linii KLM oraz Boeing 747-100 linii Pan American Airways zderzyły się na tym samym pasie startowym na lotnisku na Teneryfie. W wyniku katastrofy zginęło 583 osoby.
Boeing 747-200 miał lecieć z Amsterdamu do Las Palmas. Boeing 747-100 z kolei rozpoczął swój lot w Los Angeles. Ze względu na alarm bombowy na lotnisku w Las Palmas, decyzją władz, obie maszyny zostają przekierowane na pobliski port lotniczy Los Rodeos na Teneryfie. O godzinie 13:38 wylądowała tam maszyna KLM, o 14:15 z kolei wylądował samolot Pan American Airways.
Warunki na lotnisku nie należały do sprzyjających. Port lotniczy również nie był przystosowany do przyjmowania kilku, tak dużych jak Boeing 747 samolotów. Tego dnia na wieży pracowały również zaledwie dwie osoby. Wcześniej doszło do awarii oświetlenia na pasie startowym.
Niesprzyjające warunki i nieodpowiedzialna decyzja
W porcie lotniczym nie było radaru pozwalającego śledzić samoloty. Piloci i kontrolerzy porozumiewali się wyłącznie radiowo. Pogoda na Teneryfie również zmieniała się z minuty na minutę. Gęsta mgła ograniczała słabą i tak widoczność sięgającą maksymalnie do 300 m (minimalnie do startu wymagano zaś 700 m).
Pilot KLM postanowił w tych warunkach zatankować samolot, by nie tracić czasu wyłącznie na oczekiwaniu na komunikaty od kontrolerów lotu. Tym samym samolot zablokował cały pas startowy. Ponadto, ze względu na wlanie ogromnej ilości paliwa, samolot stawał się cięższy, co tym samym sprawiło, że maszyna wymagała dłuższego rozbiegu przed startem.
Efekt domina
Po zakończeniu tankowania KLM dostał polecenie kołowania po pasie. Kontrolerzy chcieli, by maszyna opuściła drogę startową zjazdem nr 3, ale w kokpicie pojawiła się niepewność, czy chodzi o zjazd nr 1 czy nr 3. Ostatecznie załoga KLM wykonała zwrot o 180 stopni na końcu pasa i ustawiła się do startu. O 17:04 Boeing KLM był gotowy.
W tym samym czasie Boeing Pan American Airways rozpoczął kołowanie od przeciwnego końca pasa, z zadaniem opuszczenia drogi startowej zjazdem nr 3. Załoga nie zauważyła tego zjazdu i zamierzała skorzystać z kolejnego, nr 4, który był wygodniejszy, bo nie wymagał skrętu pod kątem 135 stopni.
Zawiódł brak komunikacji
W kabinie Boeinga KLM pojawiła się presja czasu. Kapitan KLM zakomunikował przez radio słowa: "Przyjąłem, mamy zgodę, startujemy" (ang. We are taking off), co przez kontrolerów lotu zostało odebrane jako "Jesteśmy na stanowisku do startu" (We are at take off).
Chwilę później kapitanowie obu Boeingów usłyszeli "OK. [kilka sekund przerwy] Bądźcie gotowi do startu, wezwę was". Kontrola lotów najprawdopodobniej nie usłyszała, co przekazywał holenderski kapitan. KLM z kolei usłyszał tylko odpowiedź "ok", nie słysząc później reszty komunikatu.
"Uciekać!"
Załoga Pan American Airways chciała przekazać, że ich Boeing dalej znajduje się na pasie startowym. Nakładanie się fal radiowych sprawiło jednak, że nikt nie usłyszał tego ostrzeżenia. Dwie minuty po ogłoszeniu gotowości do startu w kabinie Boeinga KLM padło pytanie "czy Pan American opuścił pas startowy?". Kapitan odpowiedział, że tak.
Załoga Boeinga Pan American zobaczyła pędzący w ich stronę jumbo jet. Jeden z pilotów zaczął krzyczeć: "Uciekać! Uciekać! Uciekać!". Były to ostatnie zarejestrowane słowa. Po nich rejestratory pokładowe zarejestrowały tylko dźwięk zderzenia, w wyniku którego zginęły 583 osoby, a 61 zostało rannych.