Michał codziennie dojeżdża do biura: "Oszczędziłem już 20 tys. zł na paliwie!"
Czy samochód elektryczny sprawdza się w rękach kierowcy, który po prostu uwielbia jeździć? Zapytaliśmy o to Michała, który pożegnał się ze spalinową motoryzacją i od trzech lat użytkuje kompaktowy model elektryczny.
Pojazdy elektryczne wielu osobom kojarzą się z miejskim użytkowaniem, ale inne zdanie na ten temat ma nasz dzisiejszy rozmówca. Michał, pracownik biurowy mieszkający na wsi nieopodal Legnicy, uważa, że dojazd do pracy w mieście i załatwianie codziennych spraw bez samochodu jest dla niego w zasadzie niemożliwe – a auto elektryczne sprawdza się w takiej sytuacji rewelacyjnie.
Co ważne, nasz gość nie traktuje auta tylko jako środka transportu – on uwielbia jeździć. Przez lata sięgał głównie po samochody z charakterem – roadstery czy usportowione hatchbacki – bo, jak mówi, życie jest zbyt krótkie, aby jeździć nudnym autem. Jakie argumenty sprawiły więc, że zrezygnował ze spalinowej motoryzacji i na co dzień porusza się elektrykiem? Sprawdźmy.
Wirtualna Polska: Cześć, Michał. Po naszej wstępnej rozmowie dobrze wiesz, od jakiego pytania zacznę – dlaczego elektryk skoro dotąd jeździłeś wyjątkowymi autami spalinowymi?
Michał: Cześć, zaskakujący wybór, prawda? Też początkowo nie wierzyłem, że podejmuję tę decyzję. Przez lata jeździłem niebanalnymi samochodami: ostatnio Mini Cooperem S, a wcześniej Mazdą MX-5. Lekkie, mocne i z charakterem. Zmieniła się jednak charakterystyka mojej pracy – trzy lata temu pożegnałem auto służbowe i do pracy w Legnicy zacząłem jeździć prywatnym samochodem. Koszty tankowania auta spalającego 13 litrów na 100 km sprawiły, że szybko zacząłem myśleć o przesiadce na coś bardziej oszczędnego.
I padło na elektrycznego Volkswagena ID.3 – to jednak samochód w innym stylu.
Tak, dokładnie. Przyznam jednak, że to auto daje mi sporo frajdy. Uwielbiam nim jeździć! Nisko umieszczony środek ciężkości, dzięki akumulatorowi montowanemu w podłodze, a także moc 204 KM sprawiają, że samochód jest dynamiczny i dobrze prowadzi się po krętych drogach. A takich mam w okolicy sporo. Do tego szybka reakcja na wciśnięcie gazu – naprawdę dynamiki w tym aucie mi nie brakuje, jest nawet bardziej zrywne niż moje poprzednie spalinowe auta. Po tych trzech latach jestem naprawdę zadowolony.
Skąd w ogóle pojawił się pomysł na auto z napędem elektrycznym?
Taka decyzja dojrzewała we mnie przez kilka lat. Śmieszna sytuacja: pamiętam, jak jeden z moich znajomych lata temu wymienił Mercedesa na elektryczną Teslę – nie dowierzałem. Zapytałem go o to, a jego odpowiedź mocno zmieniła moje nastawienie. Powiedział: "Jeździłeś kiedyś elektrykiem? No właśnie, to trzeba poczuć, aby zrozumieć". I od tamtej pory przyglądałem się rozwojowi tych aut. Kiedy przyszedł czas na zakup nowego samochodu, zacząłem liczyć koszty i sprawdzać opłacalność różnych modeli. Z ciekawości spojrzałem także na elektryki – nowe i używane. Jakbym nie liczył, wychodziło, że auto z takim napędem będzie najbardziej oszczędnym wyborem do codziennej jazdy.
Mimo to, nie każdy kierowca bierze pod uwagę takie auta, chociażby dlatego, że kojarzą się one z wyższymi kwotami przy zakupie. Jak było w Twoim przypadku?
Wręcz odwrotnie – mój ID.3 był bardzo atrakcyjnie wyceniony. Kosztował mniej niż VW Golf z podobnym wyposażeniem i automatyczną skrzynią, ale znacznie słabszym silnikiem benzynowym. Trafiłem też na bardzo dobrą ofertę wyprzedażową – otrzymałem około 30 000 zł rabatu, więc ostatecznie cena za nowe auto wyniosła 160 000 zł. Skorzystałem oczywiście z dofinansowania "Mój Elektryk" w kwocie 27 000 zł, a więc finalnie auto kosztowało mnie nieco ponad 130 000 zł. To świetna cena jak za tak dynamiczne, dobrze wyposażone i nowoczesne auto. Taki VW jak mój od tamtej pory chyba nie podrożał – widuję czasem bardzo podobne oferty.
Rozumiem, że to model z podstawowym akumulatorem. Czy nie obawiałeś się mitycznego zasięgu, o którym tak dużo osób pisze w komentarzach?
Nie – mój egzemplarz ma tę "średnią baterię" o pojemności 58 kWh, co tym bardziej podkreśla, że to świetna oferta. Na papierze zasięg wynosił około 420 kilometrów, a największy dostępny akumulator zapewniał 100 kilometrów więcej. Myślałem o tym, to była moja największa wątpliwość przy zakupie. Zrobiłem jednak najprostszą rzecz: usiadłem z komputerem, przeanalizowałem trasy, które zazwyczaj pokonuję, i uznałem, że dopłata do topowego modelu nie ma sensu. I po czasie jestem z tej decyzji bardzo zadowolony. Samochodem jeżdżę codziennie, zazwyczaj na krótkich dystansach – do domu i z powrotem. Jak większość kierowców pokonuję dziennie 40–50 kilometrów, więc zasięg w ogóle nie jest czymś, o czym na co dzień myślę.
Czyli w Twoim przypadku wystarczy ładowanie auta raz na kilka dni?
Pewnie tak, ale dużo wygodniejsze jest podłączanie samochodu do ładowarki codziennie. Dla mnie to już taka oczywistość jak w przypadku smartfona. Kładę się spać – podłączam go do ładowarki przy łóżku. Tak samo jest z samochodem: wjeżdżam do garażu i podpinam przewód. Nie muszę jeździć na stację, aby zatankować, bardzo rzadko korzystam z szybkich ładowarek w mieście czy na autostradach – po prostu rano wsiadam do auta, które zawsze jest naładowane w 100%. To wygodne i dziś nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej.
Z tego, co mówisz, mieszkasz w domu pod miastem i ładujesz w garażu. Zainstalowałeś też panele fotowoltaiczne, aby obniżyć koszty jazdy?
Nie, jeszcze o tym nie myślałem, chociaż mam dwóch znajomych, którzy mają panele i rzeczywiście jeżdżą swoimi elektrykami w zasadzie za darmo. Jednak to też pewnego rodzaju mit i często chce mi się śmiać, gdy widzę komentarze, że trzeba zainwestować w fotowoltaikę, aby elektryk się opłacał. Nie, nie trzeba. Mój ID.3 zużywa średnio 13 kWh, co oznacza, że ładując auto w domu, bez paneli, koszt przejechania 100 kilometrów to około 14 zł! Dla porównania, moje poprzednie Mini zużywało także 13, ale litrów. Licząc po dzisiejszych cenach paliwa, to 76 zł. Łatwo zauważyć, że jazda kosztuje mnie dziś ponad 5 razy mniej, a mam nowsze, wygodniejsze i bardziej dynamiczne auto. No i cena zakupu – nowe Mini Cooper S kosztuje dziś więcej niż zapłaciłem za swojego elektryka.
Widzę, że wszystko dokładnie policzyłeś. Pewnie powiesz mi też, ile oszczędziłeś na paliwie łącznie od momentu zakupu?
Nie, ale można to łatwo policzyć (śmiech). Pokonałem w niecałe 3 lata około 40 000 kilometrów. Licząc, że za pokonanie 100 km płacę teraz 53 zł mniej za "paliwo" niż wcześniej, to na całym dystansie będzie to około… 20 tysięcy złotych. Oczywiście, czasem "zatankuję" za darmo u rodziców czy u znajomych, ale i raz na jakiś czas skorzystam z droższych szybkich ładowarek, więc nie da się tego policzyć co do złotówki – ale sam widzisz, że oszczędność jest spora.
No właśnie, ładowanie w trasie. Jak często masz potrzebę, aby wyjechać autem gdzieś dalej niż tylko codzienna trasa do pracy?
Generalnie raz czy dwa razy w miesiącu robię dłuższe trasy – jak na mnie, oczywiście. Mam wtedy do pokonania około 200 kilometrów do rodziny, więc nie potrzebuję ładować auta po drodze, bo te 300-350 kilometrów mogę przejechać bez problemu. Na miejscu wystarczy 3-4 godziny ładowania i wracam do domu z pełnym "bakiem", więc podczas tej trasy chyba nigdy nie ładowałem auta po drodze. Natomiast wyjeżdżam autem także na wakacje czy ferie zimowe – wtedy rzeczywiście robię 15-20-minutową przerwę, żeby coś zjeść i naładować auto. Dla mnie to żaden problem, zwykła przerwa w podróży. Co ciekawe, zaraz po zakupie VW wybrałem się nim… w podróż po Bałkanach. Pokonałem ponad 3000 kilometrów, trasę zaplanowałem wybierając w aplikacji ładowarki po drodze, a na miejscu wybrałem hotel z możliwością ładowania. Dwa tygodnie podróży przez Węgry, Chorwację i Czarnogórę minęły bez żadnych przygód – wszystko zgodnie z planem. I co ważne… znów planuję taki wypad, najpewniej do Włoch.
Codzienna jazda, wakacyjne wojaże, trzy lata eksploatacji – coś już pewnie możesz powiedzieć o serwisowaniu swojego auta?
Wykonuję tylko okresowe przeglądy gwarancyjne, ale tam w zasadzie wymieniają chyba tylko filtr kabinowy, więcej nie trzeba. Ostatnio wymieniałem opony i serwisant był w szoku, że po 40 000 kilometrów tarcze i klocki wyglądają dalej jak nowe. Mnie to nie dziwi, ponieważ niemal cały czas korzystam z rekuperacji. W dodatku w moim ID.3 może ona działać automatycznie – auto samo wyczuwa, czy zbliżam się do zakrętu lub innego pojazdu, i odpowiednio wyhamowuje, korzystając z hamowania silnikiem. To bardzo wygodne – doceniłem tę funkcję szczególnie ostatnio, gdy jechałem chwilę autem spalinowym kolegi i zapominałem, że muszę wciskać hamulec (śmiech). Naprawdę, wiele rozwiązań z auta elektrycznego jest tak intuicyjnych i praktycznych, że nie wyobrażam sobie życia bez nich.
Miałem zadać ostatnie pytanie, ale chyba znam już odpowiedź – pewnie nie chcesz wracać do aut spalinowych.
Nie, na pewno w przypadku samochodu do jazdy na co dzień pozostanę przy napędzie elektrycznym. To wygodne, praktyczne i bardzo opłacalne. Dla mnie inny wybór nie ma sensu. Chciałbym natomiast kupić kiedyś sportowe auto lub klasyka jako weekendową zabawkę. W takiej sytuacji napęd spalinowy ma dla mnie ciągle sens.
Tego Ci życzę. Dziękuję za rozmowę!
Dzięki, cześć!