Masowe wyłączanie serwerów sprawiło, że "zabijanie gier" przestało być marginalnym zjawiskiem, a stało się realnym ciosem dla graczy na całym świecie. Produkcje kupione legalnie znikają z dnia na dzień, bo bez serwerów wydawcy nie da się ich uruchomić — nawet jeśli są to gry dla jednego gracza. Efekt? Utracone pieniądze, zmarnowany czas i wymazywanie fragmentów cyfrowej historii, tylko dlatego, że tytuł przestał się opłacać lub ustąpił miejsca nowym projektom.
Właśnie przeciwko temu buntuje się inicjatywa "Stop Killing Games", która domaga się realnej ochrony konsumentów i prawa do korzystania z raz zakupionych gier, niezależnie od widzimisię wydawców. To walka nie tylko o dostęp do rozrywki, ale też o zachowanie gier jako elementu kultury i sztuki. Rosnące poparcie pokazuje, że gracze nie chcą już biernie akceptować cyfrowego "kasowania" przeszłości — teraz pozostaje pytanie, czy presja społeczna przełoży się na konkretne zmiany prawne.