Trwa ładowanie...

Śmierć nie jest końcem. Do życia przywróci nas gwiazda

Nieśmiertelność to odwieczne marzenie ludzkości. Jak ją osiągnąć? Według rosyjskich transhumanistów zmartwychwstanie zapewni nam to samo, czemu zawdzięczamy ziemskie życie – nasza gwiazda.

Share
Cyfrowa nieśmiertelność - technologia jako obietnica wiecznego życia
Cyfrowa nieśmiertelność - technologia jako obietnica wiecznego życiaŹródło: Pixabay, Lic. CC0
d2g1a45

Zniewol własną gwiazdę, zbuduj superkomputer na miarę galaktyki, a następnie algorytmem, symulującym jaźń żywego człowiek przywróć do życia tych, którzy zmarli już dawno temu.

Opisany w "Popular Mechanics" przepis na nieśmiertelność, przedstawiony przez rosyjskich transhumanistów, imponuje pomysłowością i rozmachem. Pokazuje zarazem, jak daleką drogę będziemy musieli pokonać, przenosząc na naukę rolę, zarezerwowaną dotychczas przede wszystkim dla wierzeń religijnych.

d2g1a45

Nic dziwnego - nieśmiertelność to przecież jedno z odwiecznych marzeń ludzkości. Dążenie do niej odcisnęło niezatarte piętno widoczne w religiach, sztuce czy kształtujących ziemskie cywilizacje poglądach na świat i jego naturę.

Nieśmiertelność - największa tortura

Żyć wiecznie – oto cel, któremu warto wszystko poświęcić i podporządkować, rzucając wyzwanie czasowi i naturalnemu porządkowi rzeczy, w który wpisane jest przemijanie.

Pixabay, CC0
Jaźń jako zbiór danych to przepis na cyfrową nieśmiertelnośćŹródło: Pixabay, CC0

Problem z nieśmiertelnością jest jednak taki, że może ona okazać się bardzo podstępną pułapką. Dał temu wyraz choćby Stanisław Lem w "Ze wspomnień Ijona Tichego", gdzie wieczne trwanie jawi się jako dojmująca, nieludzka tortura.

d2g1a45

Podobny pogląd znajdziemy choćby w dziele czeskiego pisarza - Karel Čapek w "Sprawie Makropulos" wykłada, że przedłużone ponad biologiczne granice życie zamiast cieszyć, może okazać się jedynie udręką i okazją do pełnego zrozumienie, co oznacza słowo "nuda".

Tego typu rozważania nad przemijaniem przez długi czas były jednak domeną przede wszystkim teoretyków, snujących swoje niesprawdzalne wizje na gruncie własnych przemyśleń i doświadczeń. Gwałtowny rozwój technologii sprawił jednak, że poszukiwacze wiecznego życia dostali do rąk nowe, bardzo obiecujące narzędzie w postaci idei cyfrowej nieśmiertelności.

Człowiek jako zbiór danych

Jej podstawą są rosnące możliwości archiwizowania i przetwarzania danych. Digitalizacja wszystkiego – naszych słów, zapamiętanych obrazów, sieci relacji międzyludzkich, transakcji - staje się coraz bardziej realna za sprawą coraz doskonalszych technologii.

Możliwy jest już nawet zapis cyfrowej kopii połączeń neuronowych czy – w nieodległej przyszłości – pełne mapowanie ludzkiego mózgu.

d2g1a45

Wszystko to daje nadzieję na stworzenie cyfrowej kopii naszej jaźni, możliwej do zapisania, przetwarzania i odtwarzania pod postacią zbioru danych. Już teraz działają firmy – jak choćby Eterni.me - które na podstawie zapisanych filmów, rozmów, archiwum maili czy wiadomości są w stanie tworzyć chatboty, próbujące nie tylko naśladować człowieka, ale odtwarzające konkretną osobowość.

Umowny test Turinga, za pomocą którego maszyna ma przekonująco zasymulować kontakt z drugim człowiekiem, nie stanowi dzisiaj problemu. Poprzeczka ustawiona jest wyżej – na poziomie symulowana konkretnych osób, z ich zbiorem poglądów, ocen czy zachowań.

Cyfrowa jaźń

Niektórzy transhumaniści, jak Aleksiej Turchin, czy miliarder Dmitrij Ickow, postulują dalsze podążanie w tym kierunku – zastąpienie prostych chatbotów złożonymi algorytmami, symulującymi nie prostą rozmowę, ale funkcjonowanie ludzkiego mózgu, osadzonego w funkcjonującym dzięki obliczeniom ciele, gdzie symulowane jest działanie każdej komórki i połączenia nerwowego.

Pixabay, Lic. CC0
Mózg w postaci zbioru danych to marzenie transhumanistówŹródło: Pixabay, Lic. CC0

A teraz pomnóżmy to przez miliardy żyjących – i zmarłych, bo cyfrowa jaźń mogłaby zarówno zapewnić nieśmiertelność, jak i przywrócić do życia tych, którzy już dawno pożegnali się z życiem.

d2g1a45

Poziom komplikacji takiej symulacji i zasoby potrzebne do jej działania wybiegają poza możliwą do łatwego wyobrażenia skalę. I właśnie w tym miejscu z pomocą przychodzi nieskończoność Wszechświata. A w zasadzie niewielki jego wycinek – w skali kosmicznej bliskie okolice naszej macierzystej planety.

Potrzebujemy niewyobrażalnie wiele energii? Żaden problem – przestańmy tylko szukać jej na Ziemi, gdzie - jak zauważa Bill Gates - nawet niewinne generowanie bitcoinów prowadzi do klimatycznej katastrofy.

Kosmiczne zasoby

Nie jest to nowy pomysł – dobrze rozumieją go choćby najbogatsi ludzie na planecie, którzy pracowicie, w bardzo szybkim tempie rozwijają możliwości eksploracji kosmosu.

Choć towarzyszą temu ambitne opowieści o dalekich wyprawach, odpowiedzialności za ludzkość i możliwości ekspansji poza macierzystą planetę, jest też znacznie bardziej przyziemny aspekt tych działań: wyścig po kosmiczne zasoby.

Flickr
SpaceX i Elon Musk liczą na udany start misji Starlink-13Źródło: Flickr

Chodzi zwłaszcza o te fragmenty tablicy Mendelejewa, które – rzadkie lub trudnodostępne na Ziemi – w nieodległym kosmosie występują w wielkiej obfitości. Oceany alkoholu? Planety zbudowane z diamentów? Wysokoenergetyczny hel-3, który może zaspokoić zapotrzebowanie na energię całej Ziemi? Wszystko to nie stanowi problemu, jeśli tylko sięgniemy nieco dalej, niż zasoby Błękitnej Planety.

d2g1a45

Ta właśnie myśl stanowi fundament pomysłu na megastrukturę o nazwie sfera Dysona. Co kryje się pod tą nazwą? 

Zniewolona gwiazda

Sfera Dysona to hipotetyczna megastruktura - gigantyczna, sztuczna "bańka", zbudowana wokół gwiazdy. Dzięki temu, że ciało niebieskie jest zamknięte w wielkiej "bańce", panująca nad nią cywilizacja może przechwycić i wykorzystać całą energię gwiazdy, zyskując możliwości daleko wykraczające poza te, bazujące na skromnych zasobach niewielkiej planety.

Rosyjski astronom, Nikołaj Kardaszow, opracował przed laty skalę rozwoju cywilizacyjnego, umieszczoną w kosmicznym kontekście. Rozumiana jako całość, ziemska cywilizacja to w skali Kardaszowa na razie cywilizacja typu 1 lub 0 (w zależności, którą wersję skali przyjmiemy).

Niezależnie od cyfry chodzi o to, że – na razie – ludzkość jest w stanie jedynie częściowo wykorzystać zasoby własnej planety. Kiedy będzie potrafiła wykorzystać je w pełni, przeskoczy o numer wyżej, sięgając po zasoby "swojej" gwiazdy. Kolejny awans nastąpi, gdy sięgniemy po zasoby całej galaktyki.

Energia z kosmosu

Brzmi to wszystko niczym fragment marnej, gwiezdnej opery, ale – zdaniem takich futurologów, jak choćby Michio Kaku – awans ludzkości na skali Kardaszowa jest już całkiem bliski. Może nastąpić w ciągu kilkudziesięciu, a najdalej kilkuset lat.

d2g1a45

Opanowawszy zasoby planety, będziemy musieli skierować uwagę dalej, a naturalnym źródłem energii, którą warto będzie w pełni, a nie tylko cząstkowo wykorzystać, jest nasze Słońce.

Hipotetyczna sfera Dysona ma być gwarantem, że jego energię wykorzystamy w całości. Tylko czy – puszczając wodze fantazji – faktycznie będziemy wówczas uważać, że najlepszym sposobem na spożytkowanie takich zasobów jest cyfrowa nieśmiertelność i przywracanie życia zmarłym?

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d2g1a45

Podziel się opinią

Share
d2g1a45
d2g1a45
Więcej tematów