Trwa ładowanie...
Artykuł sponsorowany

Prototyp z pojemnika na odpady – to możliwe! Jak znaleźć w sobie żyłkę innowatora?

Na stworzenie czegoś innowacyjnego składa się wiele czynników. Jednym z nich jest prototypowanie, które sprawia, iż pomysły bardzo szybko nabierają namacalnego kształtu, a ich testowanie nie wymaga dużych nakładów finansowych. Tego typu działanie umożliwia weryfikowanie potrzeb docelowego odbiorcy. W dość prosty sposób jesteśmy w stanie ocenić, czy nasze poczynania idą w dobrym kierunku. Na czym polega prototypowanie i czy każdy może tworzyć prototypy?

Share
Prototyp z pojemnika na odpady – to możliwe! Jak znaleźć w sobie żyłkę innowatora?
Źródło: Pexels
d1nqk5f

Tak naprawdę prototyp może stworzyć każdy, kto wykazuje zaangażowanie, chce zrobić coś więcej i nadać swojemu pomysłowi namacalny kształt. Tutaj z pomocą przychodzą nie tylko dobre chęci oraz kreatywność, ale także udział w różnego rodzaju warsztatach, dedykowanych opracowywaniu nowych produktów. Na jakiego zajęcia warto postawić? Mam swojego faworyta.

Projektanci Innowacji czyli Warsztaty Design Sprint

Ostatnio wraz z innymi osobami miałem okazję brać udział w warsztatach, nad którymi patronat objął Polski Fundusz Rozwoju oraz firma Google. Zajęcia z cyklu Projektanci Innowacji – bo właśnie o nich mowa – odbywały się w stolicy, a dokładniej w kampusie Google for Startups. To bardzo ciekawe doświadczenie, które pokazało mi, jak szybko można stworzyć prototyp usługi, jeśli warsztaty prowadzone są zgodnie z metodą Design Sprint.

Co ciekawe, na warsztatach miałem okazję spotkać się z przedstawicielami różnych branż, a więc również z wieloma punktami widzenia oraz odmiennym podejściem do tematu innowacji. Prawdę mówiąc, nie wierzyłem do końca w powodzenie całej tej ,,operacji". Podzielono nas na kilka 5- lub 6-osobowych zespołów, w których mogliśmy działać i dać się ponieść kreatywnej pracy. Myślałem, że nie będzie to łatwe, skoro mamy różne doświadczenia i zróżnicowane cele. Co sensownego jesteśmy w stanie stworzyć w ciągu kilku godzin? Pracownicy korporacji, freelancerzy, branża artystyczna – istny misz-masz. Na dodatek prowadzące z Google CSI: Lab poprosiły, aby każdy z uczestników określił swój typ charakteru i abyśmy się, że tak to określę, ,,wymieszali''. I uwaga – w grupie nie mogły znaleźć się osoby z tej samej firmy. Nie zapowiadało się to dla mnie zbyt dobrze.

d1nqk5f

Trenuj empatię

Stworzenie prototypu poprzedził pewnego rodzaju trening z empatii, z aktywnego słuchania rozmówcy. W praktyce wyglądało to tak, że prowadzące podzieliły nas w pary, należące do jednego zespołu. Naszym celem było to, aby maksymalnie skupić się na wypowiedzi naszego rozmówcy, nie przerywać mu i być w tej rozmowie „tu i teraz”. Nasze myśli i działania miały być maksymalnie skupione na drugiej osobie, na tym, co chce nam przekazać. Mieliśmy na wykonanie ćwiczenia zaledwie dwie minuty, ale wydawało się nam, że trwało to o wiele dłużej. Zadanie, z pozoru wręcz banalne, okazało się być naprawdę ciężkie do wykonania! Nie jest wcale łatwo słuchać kogoś i nie przerywać wypowiedzi. Podobno są różne metody na lepszą koncentrację i zachowanie ciszy, na przykład przyciskanie języka do podniebienia, ale chyba nikt z nas nie stosował takich wybiegów.

Kiedy mówca zakończył swój monolog, zadaniem słuchacza było przekazanie najdokładniej, jak to możliwe, tego, co właśnie usłyszał. Oczywiście po chwili zamienialiśmy się rolami, ale wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że zdecydowanie łatwiej jest wejść w rolę mówcy niż słuchać.

Okazało się, że to ćwiczenie nie było przypadkowe i miało swój ściśle określony cel, a mianowicie – przygotowanie nas do rozmowy z potencjalnym klientem. W jego rolę wcieliła się jedna z wybranych osób w zespole. Musieliśmy dokładnie wysłuchać jej wypowiedzi, zamiast zakładać z góry, jakie są jej potrzeby i wymagania. To bardzo pouczające doświadczenie. Naprawdę ciężko sobie wyobrazić, że słuchanie ze zrozumieniem, określane również jako „aktywne słuchanie”, może być takim problemem.

Przeprowadzanie wywiadu z klientem

Kiedy skończył się trening z empatii, przyszła kolej na nowe zadanie, a mianowicie na określenie, jakim problemem będziemy zajmować się w naszej grupie. Kilka osób przedstawiło swoje pomysły, a najlepszym z nich, naszym zdaniem, okazał się ten, który zgłosiła jedna z koleżanek. Jej problem dotyczył zwrotów towarów zakupionych za pośrednictwem Internetu. Przeszkadzał jej cały proces, który jest z tym związany – bardzo czasochłonny, a także skomplikowany – drukowanie etykiet, ponowne pakowanie zakupionego towaru i kłopot z odbiorem paczki przez kuriera.

d1nqk5f

To był właśnie problem naszej ,,klientki". Pracuje ona w biurze niemal cały dzień. Na teren budynku nie może wezwać żadnej z firm kurierskich. Z kolei z samymi dostawami problemu nie ma, ponieważ trafiają one do rąk ochroniarzy, którzy pracują w jej bloku. O ile mogą oni odebrać zamówiony przez nią towar, o tyle angażowanie ich w jego wysłanie byłoby już sporym nadużyciem.

Przeprowadzony z nią wywiad trwał kwadrans. Ustaliliśmy, że zakupy przez Internet są dla niej wygodne, ale zwroty powodują, że po prostu z nich rezygnuje. Buty czy ubrania okazują się być często nie w tym rozmiarze, co trzeba, nie zgadza się ich odcień kolorystyczny lub krój, stąd też decyzja o zaniechaniu składania zamówień. Wydawać by się mogło, że to żaden problem – kogo może obchodzić, że jedna osoba nie będzie składać zamówień online. Jednak po zastanowieniu można dojść do wniosku, że takie nastawienie znacząco może zmniejszyć sprzedaż.

Jako grupa nie mogliśmy stać z założonymi rękami, lecz postanowiliśmy stawić czoła problemowi i zaproponować jakieś rozwiązanie. Dwie osoby przeprowadziły dokładny wywiad z ,,klientką", aby określić jej potrzeby i wyobrażenia związane z tym, jak proces powinien przebiegać, a dwie kolejne zabrały się za sporządzanie notatek. Zgodnie z sugestiami prowadzących omijaliśmy szerokim łukiem pytania sugerujące odpowiedzi. Potem koleżanka opuściła grupę, a my zaczęliśmy burzę mózgów, szukając rozwiązania problemu.

Wszystkie ręce na pokład

Jak już wspomniałem, w grupie rozpoczęła się prawdziwa burza mózgów. Okazało się to dla mnie kolejnym inspirującym doświadczeniem, które pozwoliło mi spojrzeć inaczej na znaną nam wszystkim metodę, a mianowicie – naklejanie na ścianę żółtych karteczek. Mam za sobą wiele kreatywnych szkoleń, pracę w korporacji na różnych stanowiskach i naprawdę tego typu działanie uważałem dotąd za bezsensowne. Ot, naklejenie karteczki, z którą później nic się nie dzieje albo spada gdzieś, głęboko w „biurowe odmęty”. Tu było inaczej i ze zdziwieniem stwierdziłem, że może jednak ma to sens. Dlaczego?

d1nqk5f

Naszym zadaniem było wypisanie na wspomnianych karteczkach wszystkich pomysłów, nawet tych najbardziej dziwnych – pomysłów na to, jak rozwiązać problem, z którym boryka się nasz klient. Mieliśmy zaproponować około 50 rozwiązań. Kiedy skończyliśmy pisanie, przykleiliśmy wszystkie karteczki na ścianę i pogrupowaliśmy je według kryterium podobieństwa pomysłów, okazało się, że udało nam się stworzyć 40 rozwiązań. Potem przyszła pora na ich wzajemne przedstawienie, a zwłaszcza tych, które budziły zainteresowanie innych członków grupy lub ich wątpliwości.

O jakich rozwiązaniach mowa? Było ich naprawdę dużo – od rezygnacji z zakupów online, przez drony, które mogłyby odebrać zamówienie, aż po stworzenie skomplikowanych aplikacji mobilnych. Wspominano także o paczkach kurierskich, które można byłoby wykorzystywać kilka razy. Każdy z nas miał trzy głosy, które mógł oddać na wybrany pomysł, przystąpiliśmy więc do głosowania. Najwięcej głosów padło na ,,zwrotomat'', który w praktyce stanowił połączenie paczkomatu z kontenerem na odzież używaną.

Usiedliśmy wspólnie do stołu i zaczęliśmy zastanawiać się nad tym, jak w zasadzie miałby wyglądać nasz prototyp i jak go wykonać. Okazało się, że może być to nie lada wyzwanie. Organizatorzy spotkania udostępnili nam spinacze, włóczki, pudełka – słowem – materiały, z których naprawdę długo tworzylibyśmy prototyp naszego zwrotomatu. Aż nagle przyszedł moment, który zmienił nasze myślenie o 180 stopni. W zasadzie stało się tak dzięki koledze z wykształceniem inżynierskim. Zwrócił on uwagę na kontener w drewnianej obudowie, który stał przy ścianie, kwadratowy pojemnik przeznaczony do segregacji odpadów. Miał cztery komory dedykowane różnym frakcjom i bardzo wpisywał się w naszą ideę. Od razu wiedzieliśmy, że prototyp jest już niemal gotowy.

Prezentacja prototypu

W zasadzie idea naszego zwrotomatu była bardzo prosta. Polegała na tym, że jeśli dany sklep internetowy umożliwia oddanie towaru za jego pośrednictwem, do zakupionego produktu dołącza metkę w odpowiednim kolorze, na której znajduje się kod kreskowy, zawierający zarówno dane towaru, jak i samej transakcji.

d1nqk5f

Proces zwrotu towaru jest przyjazny dla klienta. Nie musi się on martwić o zamówienie kuriera, ani też o wydruk etykiety. Niekonieczne jest także specjalne pakowanie. Wystarczy, że podejdzie do najbliższego zwrotomatu, zeskanuje dołączoną do produktu metkę, aby otworzyła się komora w takim samym kolorze i można było umieścić w niej zwracaną rzecz. Proces szybki i nieskomplikowany.

Zadaniem firmy kurierskiej, która odbiera zwroty, będzie ich zapakowanie i dostarczenie przesyłki pod wskazany adres sklepu. Klient odchodzi od zwrotomatu z informacją, że urządzenie przyjęło zwracany towar. I tutaj, w zależności od tego, jak mocno jest zaangażowany w zakupy online w danym sklepie, czy ma status stałego klienta, może od razu otrzymać na konto zainwestowane przez siebie pieniądze.

Przygotowanie prototypu zwrotomatu nie wymagało od nas większego zaangażowania. Przed pokazaniem go koleżance ,,klientce" musieliśmy po prostu zakryć kartkami symbole poszczególnych frakcji, na których nakleiliśmy nasze, czyli – gadżety, buty, elektronika oraz ubrania. Daliśmy im oznaczenia kolorystyczne za pomocą post-itów. Pomocna okazała się także bluza jednego z naszych kolegów z grupy. Przypięliśmy do niej kolorową plakietkę z ,,kodem kreskowym''. Odegraliśmy również krótką scenkę, wizualizację procesu. Polegała na otwarciu przesyłki, przymierzeniu bluzy, a następnie na przejściu przez proces zwrotu. Żeby mogło do niego dojść, trzeba było sczytać kod w prowizorycznym czytniku (przykleiliśmy go do obudowy śmietnika). Potem wrzuciliśmy bluzę do dedykowanej komory pojemnika. I to był strzał w dziesiątkę. Okazało się, że nasza koleżanka ,,klientka" była wprost zachwycona proponowanym przez nas rozwiązaniem.

Zdawaliśmy sobie sprawę, że nasz pomysł nie jest idealny. Wymaga szlifów, dopracowania wszystkich szczegółów. Ma zapewne wiele słabych punktów, jeśli chodzi o sam proces zwrotu, niemniej jednak stworzenie prototypu umożliwiło nam sprecyzowanie naszych założeń. No i oczywiście, co najważniejsze – mogliśmy zaprezentować zwrotomat naszej klientce. To duży sukces. Co prawda warsztaty nie dały nam możliwości prezentacji procesu rzeczywistemu klientowi, jednak problem zakupowy był realny. Mogliśmy poczuć smak prawdziwej pracy nad pomysłem, nad jego realizacją, co na pewno znajdzie swoje przełożenie w praktyce. W codziennym życiu, w realnej sytuacji biznesowej.

d1nqk5f

Tworzenie prototypu jako oszczędność kapitału i czasu

Nasz pomysł ze stworzeniem prototypu z pojemnika na odpady okazał się najlepszy. Do jego przygotowania potrzebowaliśmy zaledwie 5 minut. Co ważne, wykazaliśmy się naprawdę dużą dawką kreatywności. Mimo że naszą burzę mózgów skończyliśmy jako ostatni i sądziliśmy, że jesteśmy za innymi grupami daleko w tyle, szybko okazało się, że myślenie „out of the box” było strzałem w dziesiątkę.

Budowanie zwrotomatu ze śmietnika? Mogłoby się wydawać, że jest to nazwa jakiejś zabawy w przedszkolu, jednak nic bardziej mylnego. Owszem, była to zabawa, ale niezwykle pouczająca. Pokazała nam, jak można w bardzo szybki sposób stworzyć, a nawet przetestować produkt dedykowany końcowemu użytkownikowi. Warsztaty okazały się być bardzo solidną dawką wiedzy praktycznej pod hasłem „nie musisz inwestować wielkich pieniędzy w prototyp, zanim nie pokażesz go klientowi”. Co będzie, jeśli nie przypadnie on odbiorcy do gustu? Po co niepotrzebnie wydawać pieniądze? Kolejna ważna lekcja to: naucz się słuchać potrzeb klienta! To bardzo ważne. O ile nie najważniejsze.

Technologiczny partner w procesie tworzenia inwestycji

Rola partnera technologicznego na etapie planowania nowych inwestycji jest naprawdę bardzo ważna. O ile sam pomysł jest na pierwszym miejscu, o tyle można spokojnie przypisać partnerowi kolejną pozycję. Startup Development House stawia przede wszystkim na prototypowanie, uznając je za jeden z najważniejszych elementów składających się na proces, w trakcie którego tworzone są innowacyjne produkty. Przekonałem się o tym, piastując stanowisko Kierownika ds. Innowacji w Siemens Financial Services, kiedy tworzyliśmy nowy produkt cyfrowy w branży leasingowej. I to właśnie uczestnictwo w warsztatach Design Thinking i Design Sprint umożliwiło nam dokładne określenie, w jakim kierunku powinniśmy iść. Nie bez znaczenia pozostawał także fakt, że mieliśmy możliwość przetestowania aplikacji, zanim podjęliśmy ostateczną decyzję dotyczącą jej komercyjnego wdrożenia.

Jeśli nadal stoisz przed wyborem, czy tworzyć innowacje na własną rękę, czy też może postawić na wsparcie ekspertów, zdecydowanie polecam drugą opcję. Współpraca z partnerem jest właściwą ścieżką.

d1nqk5f

Design Sprint i prototypowanie stanowi stosunkowo nową dziedzinę. Bardzo ważne jest, aby osoby działające w tym obszarze miały zarówno odpowiednie kwalifikacje, jak i doświadczenie. W trakcie prowadzenia prac nad Siemens SimplyLease, Product Managerowie i Produkt Designerzy ze Startup Development House naprawdę bardzo nam pomogli. Cały proces tworzenia innowacji z ich wsparciem okazał się być inspirujący i bardzo efektywny – od samego pomysłu, przez wykonanie prototypu, aż po stworzenie działającego produktu.

d1nqk5f

Podziel się opinią

Share
d1nqk5f
d1nqk5f
Więcej tematów