WAŻNE
TERAZ

Zełenski zgodził się na wybory, ale ma warunek

Prof. Grzegorz Wrochna dla WP: trwają prace nad polską misją księżycową

– Jesteśmy na bardzo dobrej drodze do realizacji polskiej narodowej misji księżycowej – mówi w rozmowie z WP prof. Grzegorz Wrochna. Były szef POLSA, obecnie dyrektor Creotech Instruments, podkreśla, że Polska wyrasta dziś na jednego z liderów bezpieczeństwa kosmicznego w Europie, a krajowe firmy zdobywają kontrakty na całe systemy satelitarne.

Prof. Grzegorz WrochnaProf. Grzegorz Wrochna
Źródło zdjęć: © Licencjodawca
Radosław Kosarzycki

#DZIEJESIEWPOLSCE "Wszystko, co ważne, dzieje się w Polsce. Wirtualnej Polsce"

CZY POLSKA NAUKA WYSTRZELI W KOSMOS?

Panie profesorze, jak pan widzi aktualną pozycję Polski w europejskim i globalnym sektorze kosmicznym? Gdzie my jesteśmy tak naprawdę?

Cztery lata temu, kiedy obejmowałem funkcję prezesa Polskiej Agencji Kosmicznej, to spotykałem się z takim zdziwieniem, że w ogóle w Polsce mamy Polską Agencję Kosmiczną. Pytano mnie, po co ona w ogóle istnieje, czy to ma być "drugie NASA". Wszystkim tym pytaniom towarzyszyły takie lekko kpiące uśmieszki. To był zupełnie inny czas. Kiedy któryś z polityków próbował mówić o potrzebie zaangażowania się w rozwój technologii kosmicznych, od razu narażał się na śmieszność i komentarze, że mówi o zielonych ludzikach z Marsa.

Na szczęście to już jest przeszłość. Nasza systematyczna praca na przestrzeni lat oraz informowanie społeczeństwa o tym, co się dzieje w kosmosie, jak to się stało, że bez tego kosmosu już nie wyobrażamy sobie życia, zmieniło to podejście do sektora kosmicznego.

Owszem, czasem nie bardzo sobie zdajemy z tego sprawę, że kosmos to już nie tylko marzenia o podróżach kosmicznych, ale przede wszystkim bardzo szybko rosnąca gałąź gospodarki, związana i z telekomunikacją, i z nawigacją, z której wszyscy korzystamy, ale też z obserwacjami Ziemi, które dostarczają dzisiaj danych np. rolnikom, którzy obecnie są największym odbiorcą danych satelitarnych w Polsce i w Europie.

Należy tutaj także pamiętać, że ostatnie zmiany geopolityczne spowodowały, że na kosmos patrzymy z nadzieją, że pomoże nam zwiększyć nasze bezpieczeństwo. Tak, te informacje może nie rozchodziły się w mediach tak błyskawicznie, jak newsy z życia gwiazd, ale ich stopniowe pojawianie się sprawiało, że świadomość społeczna i świadomość decydentów rosła.

Nie sposób nie wspomnieć tutaj także o tym, że dobrze wykorzystaliśmy sytuację związaną z ogłoszeniem przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA) naboru na astronautów. Tutaj nasz polski kandydat Sławosz Uznański-Wiśniewski uzyskał tytuł astronauty rezerwowego, ale już ten fakt pozwolił nam ogłosić światu, że jesteśmy bardziej zainteresowani technologiami kosmicznymi niż dotychczas. Na ogłoszenie wyników tego naboru w Paryżu zaprosiliśmy wszystkie znaczące media, dzięki czemu już wtedy rozpoczęła się w Polsce swoista "Sławoszomania". Przy tej okazji mogliśmy już zacząć szerzej informować, że technologie kosmiczne to nie tylko lot astronauty na orbitę, a w zasadzie jest to cała infrastruktura niezbędna nam do życia, tak samo jak światłowody, autostrady czy lotniska. Dzisiaj już nikt nie śmieje się z polityka, który mówi o potrzebie inwestowania w technologie kosmiczne.

Czyli w ciągu kilku lat sytuacja naszego sektora kosmicznego zmieniła się diametralnie.

Mamy do czynienia z nową sytuacją, w której politycy z różnych ugrupowań już rywalizują ze sobą w deklaracjach, jak bardzo będą wspierali rozwój technologii kosmicznej w Polsce. I bardzo dobrze, bo to jest dla naszego kraju absolutnie niezbędne.

Rozwój sektora kosmicznego w Polsce jest niezwykle dynamiczny. Czy można już powiedzieć, że nasz udział w europejskim rynku kosmicznym jest zauważalny?

Tak, tutaj także obserwujemy stale rosnący trend, bo w kosmosie jesteśmy już od ponad pół wieku. Pierwsza polska aparatura poleciała w kosmos w ramach programu Interkosmos właśnie pół wieku temu. Nasz pierwszy kosmonauta, generał Mirosław Hermaszewski, poleciał w kosmos prawie pół wieku temu. Natomiast nowoczesna era polskiego kosmosu rozpoczęła się w roku 2012 - wtedy Polska wstąpiła do Europejskiej Agencji Kosmicznej, na orbitę trafiły dwa pierwsze polskie satelity, a dwa lata później powstała Polska Agencja Kosmiczna.

W Europejskiej Agencji Kosmicznej obowiązuje reguła zwrotu geograficznego. Co trzy lata ministrowie państw członkowskich spotykają się na tzw. Radzie Ministerialnej, podczas której dosłownie "głosują portfelami", decydując, które z programów przedstawionych przez dyrekcję ESA będą finansować.

ESA realizuje te programy, które uzyskają określone wsparcie finansowe. Ale jeżeli my wkładamy określoną sumę pieniędzy do jakiegoś programu, to mamy gwarancję, że te środki wrócą do naszego kraju w postaci zamówień dla polskich firm i instytucji naukowych realizujących te projekty.

Na początku trudno było o jakieś większe zamówienia. Staraliśmy się optymalizować udział w programach tak, żeby ten zwrot był jak największy finansowo, ale początkowo dostarczaliśmy dość drobne komponenty. Z czasem jednak zaczęliśmy angażować się w elementy coraz większe i coraz ważniejsze. W sumie stworzona w Polsce aparatura znalazła się już chyba na pokładzie 80 misji ESA i sporej liczbie misji NASA. Teraz jednak po zwiększeniu - znacznym zwiększeniu - naszego wkładu do Europejskiej Agencji Kosmicznej dwa lata temu, udaje się nam pozyskiwać już zamówienia na całe podsystemy, systemy, a nawet całe satelity.

To był ten moment przełomowy, który spowodował, że Polska gdzieś tam z grona krajów inwestujących w ESA przesunęła się w okolice siódmej pozycji - i ta pozycja wciąż rośnie. Szczerze mówiąc, mam nadzieję, że nasza pozycja jeszcze wzrośnie po Radzie Ministerialnej, która odbędzie się w listopadzie. Kraje europejskie coraz bardziej doceniają fakt, że jesteśmy krajem granicznym Unii Europejskiej – i to, jak inwestujemy w bezpieczeństwo swoje i całej Europy.

Dlatego, kiedy kilka dni temu miała miejsce w Brukseli konferencja poświęcona właśnie nowemu programowi Europejskiej Agencji Kosmicznej pod nazwą European Resilience from Space ("Europejska odporność dzięki technologiom kosmicznym"), tam pierwszym najważniejszym mówcą był nasz minister Andrzej Domański.

To dowód na to, że nasz kraj jest postrzegany jako lider kwestii związanych z bezpieczeństwem w Europejskiej Agencji Kosmicznej. To jest ogromna szansa dla nas, dlatego że jeszcze pół roku temu w zasadzie w ESA nie wolno było mówić o technologiach podwójnego zastosowania, a już absolutnie nie o technologiach związanych z obronnością. Bardzo długo kraje członkowskie ESA się od tego odżegnywały, natomiast w ciągu ostatnich miesięcy obserwujemy zwrot o 180 stopni. Teraz wszyscy mówią o tym, że musimy rozwijać technologie kosmiczne, bo one są nam po prostu niezbędne do zachowania bezpieczeństwa, a Polska traktowana jest tu jako lider.

Czy polska nauka wystrzeli w kosmos?
Czy polska nauka wystrzeli w kosmos? © Wirtualna Polska

Jeżeli mamy taką pozycję, która stale rośnie, to jakie cele powinniśmy sobie stawiać na najbliższe dekady?

Kwestie związane z obronnością nabierają dzisiaj coraz większej wagi i dlatego ważne są te technologie, które służą obserwowaniu z kosmosu tego, co się dzieje na Ziemi, zarówno w zakresie optycznym, podczerwonym, jak i radarowym. Te technologie oczywiście muszą być rozwijane i tutaj polskie firmy, włączając w to oczywiście Creotech Instruments, który w tej chwili reprezentuję, takie propozycje już składają do Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Z drugiej strony musimy także obserwować, co robią inne satelity innych państw, czy nas obserwują, czy nas nie zakłócają, a wiemy, że zakłócają. W ubiegłych latach Polska Agencja Kosmiczna budowała cały system teleskopów na pięciu kontynentach, śledzących te satelity. Teraz zaś wchodzimy już do nowych programów obserwowania satelitów z orbity, bo te na niskich orbitach, które dzisiaj są szczególnie ważne dla bezpieczeństwa, trudno się obserwuje z Ziemi – zbyt szybko przelatują nisko nad horyzontem, przez co trudno je śledzić. Śledzenie z orbity może być skuteczniejsze. Takie misje też już proponujemy.

Nie możemy zapominać o całej domenie komunikacji satelitarnej. Nie możemy dzisiaj całkowicie polegać na naszych sojusznikach, bo wiemy, że czasami sojusznicy albo mają własne potrzeby, albo mają własne poglądy na to, jakie dane powinniśmy dostawać. Z tego też powodu musimy mieć własne możliwości, ale budowane inteligentnie, tak aby były wbudowane w całość infrastruktury unijnej, natowskiej, międzynarodowej.

Europejska Agencja Kosmiczna oraz Komisja Europejska planują już budowę takich hybrydowych konstelacji, do których różne państwa wkładają swoje satelity, którymi same zarządzają i same decydują o priorytetach. Mogą też je udostępniać sojusznikom i dzięki temu, wkładając powiedzmy 20 proc., możemy mieć stuprocentowy dostęp do takiej konstelacji. Oczywiście, żeby takie konstelacje działały, potrzebna jest też komunikacja między satelitami, także komunikacja optyczna, laserowa.

Pozostaje jeszcze kwestia bezpiecznej łączności szyfrowanej, łączności kwantowej, która jest praktycznie nie do złamania. Opracowujemy obecnie technologie dystrybucji klucza kwantowego. Dzięki temu będziemy mieli też udział w misji Europejskiej Agencji Kosmicznej, gdzie po raz pierwszy taka technologia będzie wykorzystywana.

I wreszcie kwestie związane z nawigacją, ale nie tylko, bo satelity systemów takich jak GPS czy Galileo także dystrybuują czas z bardzo dużą dokładnością do synchronizacji rozmaitych sieci: telefonii komórkowej, sieci energetycznych, czy sieci kolejowych. Już teraz wchodzimy w programy, które będą łączyć systemy satelitarne i systemy naziemne w sieci znacznie bardziej odporne na zakłócenia.

Co ważne, wchodzimy w te programy z bardzo silnej pozycji, dlatego, że to są technologie w dużej mierze nowe i nie musimy już doganiać innych. W niektórych technologiach, jak właśnie dystrybucja klucza kwantowego, jesteśmy na równi, a może nawet do przodu w stosunku do naszych konkurentów. Creotech Instruments jest chyba jedyną na świecie firmą, która pod jednym dachem ma kompetencje zarówno kosmiczne, jak i kwantowe, bo firma od lat produkuje elektronikę m.in. właśnie dla komputerów kwantowych. Już widzimy, że jesteśmy bardzo pożądanym partnerem w międzynarodowych konsorcjach rozwijających technologie kwantowe w łączności satelitarnej.

Czyli możemy powiedzieć, że są w Polsce takie firmy, które się wyróżniają na tle konkurencji, a wręcz są liderami w swojej dziedzinie.

Rzeczywiście, według bazy danych Europejskiej Agencji Kosmicznej w Polsce działa już ponad 500 firm z sektora kosmicznego, a około 150 z nich ma na swoim koncie wygrane przetargi Europejskiej Agencji Kosmicznej. I to jest charakterystyczna cecha właśnie tej epoki nazywanej Space 4.0 albo New Space, że na rynek wchodzi kapitał prywatny i wchodzą firmy prywatne. Dzisiaj nawet ogromni giganci już nie są w stanie obyć się bez tych małych i średnich przedsiębiorstw, dlatego że one stanowią bardzo dużą część ich łańcucha dostaw.

Co więcej, dzięki temu, że te mniejsze firmy są bardzo prorozwojowe i innowacyjne, to tutaj nowe technologie są najszybciej rozwijane. Te małe firmy są potem często kupowane przez tych gigantów, albo włączane do ich łańcucha dostaw, ale jest to dzisiaj absolutnie niezbędny element ekosystemu kosmicznego.

Dlatego, owszem, mamy firmy większe i mniejsze, ale nie można powiedzieć, że te mniejsze są mniej ważne. One są równie ważne, a może nawet powiedziałbym ważniejsze właśnie ze względu na ich ogromną dynamikę.

Odnoszę wrażenie, że Polska jest takim źródłem innowacji w europejskim sektorze kosmicznym. Że już nie odtwarzamy, nie poprawiamy innych technologii, a tworzymy własne.

Tak, to prawda. I to jest właśnie dla nas szansa, bo odtwarzając i goniąc innych zawsze będziemy na przegranej pozycji. To, że my wychodzimy naprzód z nowymi pomysłami, z nowymi technologiami, to jest ta przewaga konkurencyjna, która jest doceniana m.in. w Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Z czym zatem mamy problem? Raport NIK np. wskazuje, że brakuje Krajowego Programu Kosmicznego. Czy dla polskiego sektora kosmicznego jest to rzeczywisty problem?

Krajowy Program Kosmiczny miał być finansowym narzędziem służącym do realizacji polskiej strategii kosmicznej. Teraz musimy już rozpocząć pracę nad nową strategią kosmiczną.

Ta, która była opublikowana w roku 2017, paradoksalnie jest ciągle aktualna, ale tylko dlatego, że jest bardzo ogólna. W tej chwili już znacznie lepiej wiemy, co się dzieje na świecie, jeżeli chodzi o technologie kosmiczne. Lepiej znamy swoje potrzeby i możliwości, i można już taką strategię przygotować znacznie bardziej szczegółowo.

W efekcie Krajowy Program Kosmiczny powinien już być w tej chwili dostosowany do nowej strategii. Dlaczego się nie udało tego programu do tej pory ogłosić, choć było siedem podejść? Podstawowym problemem było rozczłonkowanie odpowiedzialności za technologię kosmiczną między resortami i trudność ustalenia wspólnej strategii. Błędem także było podejście do tego, jak do kolejnego programu grantowego. To już nie ta epoka. Nasze firmy wychodzą już z takiego trybu pracy, w którym żyją od grantu do grantu.

Jak zatem powinna wyglądać idealna współpraca na miarę XXI wieku?

Tu potrzebne są zamówienia komercyjne. To, co się dzieje dziś w technologiach kosmicznych na świecie pokazuje, że ich inicjatorem zawsze są zamówienia publiczne, zamówienia rządowe. SpaceX by nic nie zrobił, gdyby nie miał zamówień od NASA. Podobnie Axiom Space i inne wielkie firmy.

Z tego też powodu nowy Krajowy Program Kosmiczny nie powinien być kolejnym programem grantowym. To powinna być lista rządowych zakupów. Tylko w ten sposób najszybciej rozwiniemy nasze technologie. To się i tak już dzieje. Ministerstwo Rozwoju i Technologii podpisało umowę z ESA na budowę narodowej konstelacji Camila i to jest zamówienie, które trafiło do polskiego przemysłu. W sumie w prace nad systemem Camila zaangażowanych będzie około kilkaset osób na terenie całej Polski, a zdobyta wiedza i doświadczenie przyczynią się do podniesienia konkurencyjności naszego sektora kosmicznego. Budujemy też satelity dla Ministerstwa Obrony Narodowej w ramach programu Mikroglob. Ich wyniesienie jest planowane do roku 2027.

Mamy więc już pierwsze zamówienia rządowe. Ale oczywiście, gdybyśmy nakreślili nową strategię kosmiczną i przygotowali Krajowy Program Kosmiczny, jako właśnie taką listę zamówień długoterminowych, w której określimy, że docelowo chcemy mieć dużą konstelację o konkretnych parametrach, na określonych orbitach, zapewniającą zobrazowania o danej rozdzielczości i częstotliwości powtarzania, to rzeczywiście byłby bardzo silny impuls dla rozwoju polskiego przemysłu.

Póki nie mamy takiej strategii i takiego programu kosmicznego, to znakomicie sobie radzimy właśnie dzięki Europejskiej Agencji Kosmicznej. Na poziomie ESA to strategiczne planowanie jest bardzo dobrze rozwinięte i tak naprawdę lista programów Europejskiej Agencji Kosmicznej to też jest lista zamówień rządowych, bo to przecież to ministrowie państw członkowskich decydują o tym, jakie programy będą realizowane.

Rozumiem zatem, że w kwestii finansowania tak naprawdę mielibyśmy przejść na taki system, który działa już np. w Stanach Zjednoczonych, gdzie to nie NASA buduje rakiety przy pomocy licznych podwykonawców, a bardziej mamy do czynienia z outsourcingiem do sektora prywatnego, gdzie firmy takie jak SpaceX, Blue Origin, czy Axiom Space mogą dzięki tym zamówieniom rozwijać swoje własne technologie, tak?

Tak i ta koncepcja się rozwija. To już nawet wychodzi nieco poza Space 4.0, ja to czasem nazywam Space 5.0, bo to już nie tylko mamy prosty udział przemysłu prywatnego i funduszy prywatnych w rozwój technologii, ale właśnie partnerstwo publiczno-prywatne, które charakteryzuje myślenie strategiczne. Myślenie zarówno od strony publicznej, od strony rządowej, jak i od strony biznesowej: co jest potrzebne, co można rozwijać zarówno na etapie przygotowywania strategii, jak i konkretnych zamówień. W tym zakresie dużo się uczymy właśnie poprzez udział w Europejskiej Agencji Kosmicznej. Wchodząc do realizowanych przez nią programów kształtujemy też de facto tą swoją strategię, nawet jeżeli nie mamy oficjalnego dokumentu ją definiującego.

Czy na drodze do dalszego rozwoju polskiego sektora kosmicznego da się zidentyfikować najważniejsze bariery instytucjonalne w Polsce?

Najważniejsze w tym momencie byłoby jak najlepsze wykorzystanie środków, które wkładamy do Europejskiej Agencji Kosmicznej, bo reguła zwrotu geograficznego zapewnia, że te pieniądze wrócą do Polski. Kluczowe jest tutaj jednak to, czy wrócą na "śrubki", czyli elementy, które nie są istotne z punktu widzenia rozwoju technologii, czy też wrócą w postaci zamówień na budowę całych satelitów, czy nawet konstelacji satelitarnych. Wszystko to zależy od naszych przedstawicieli w Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Delegacja Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej ma decydujący głos, tak samo jak delegacje innych krajów, w przygotowywaniu programu. Nie możemy czekać, aż program zostanie ogłoszony, bo kiedy program jest ogłoszony, to on jest już rezultatem pracy ESA z przedstawicielami państw członkowskich.

Jeżeli my nie będziemy brali aktywnego udziału w przygotowywaniu tego programu, to on będzie skrojony pod potrzeby Francji, Niemiec, Włoch i innych państw. Dlatego praca delegata wymaga ciągłego podróżowania po krajowych firmach, stałego kontaktu z ich przedstawicielami oraz częstych wyjazdów do różnych ośrodków ESA, żeby rozmawiać o programach, które są przygotowywane i o przetargach, które będą niedługo ogłaszane. To naprawdę pełnoetatowe i kluczowe zajęcie.

Jak dotąd nie dorobiliśmy się takiej delegacji. Nasi przedstawiciele robią, co mogą i absolutnie nie narzekam tutaj na nikogo, wręcz przeciwnie, robią to z dużym poświęceniem i zaangażowaniem. Problem w tym, że zwykle jest to drobny procent ich obowiązków, które realizują także w poszczególnych resortach, czy w Polskiej Agencji Kosmicznej. I to musimy zmienić. Przy naszej pozycji, ambicjach i poziomie wkładu powinniśmy mieć delegatów etatowych, stuprocentowo zaangażowanych.

Czyli po prostu potrzebujemy osób, które na miejscu po prostu dbają o nasz interes i załatwiają nam udział w kolejnych projektach, tak?

Pamiętajmy także o tym, że Europejska Agencja Kosmiczna rozwija technologie, natomiast już wykorzystanie tych technologii to jest domena Komisji Europejskiej. To, co my dzisiaj budujemy w ramach Europejskiej Agencji Kosmicznej, jako prototypy czy też pierwsze egzemplarze nowych satelitów, Komisja Europejska później będzie kupowała w dużej liczbie egzemplarzy. Mamy już uruchomiony program IRIS2 poświęcony bezpiecznej komunikacji, a planowany jest nowy program Earth Observation Governmental System, czyli rządowy system obserwacji Ziemi, który ruszy w 2028 roku z nowej, siedmioletniej perspektywy finansowania Unii. ESA uruchamia program, który ma nas przygotować do udziału w tym unijnym przedsięwzięciu.

Ale my musimy być obecni także w pracach Komisji Europejskiej, żeby struktura tych nowych konstelacji odpowiadała: po pierwsze potrzebom naszego kraju, a po drugie, żeby zagwarantować udział naszego przemysłu w ich budowaniu. To jest kwestia intensywnego lobbyingu w Komisji Europejskiej. I tu mamy dużo do zrobienia, bo w Polsce wyraz lobbying kojarzy się negatywnie. Tymczasem w Brukseli jest to podstawowa forma informowania, zarówno urzędników Komisji, jak i decydentów o tym, co się dzieje w sektorze kosmicznym, o tym, jakie nowe technologie są rozwijane, jakie są możliwości i potrzeby. Jest to po prostu forma dialogu między przemysłem i państwami a Komisją Europejską. Inne kraje a nawet firmy mają stałych przedstawicieli do spraw kosmosu w Brukseli, spotykają się na co dzień i biorą aktywny udział w przygotowywaniu programów unijnych.

Tego nam bardzo brakuje i to powinniśmy wzmocnić, żeby nie tylko mieć nowe zamówienia w ramach programów Europejskiej Agencji Kosmicznej, ale znacznie większe zamówienia dla programów Unii Europejskiej.

Mamy zatem jasność. Udało się wyraźnie zarysować te główne kierunki, w których polski sektor kosmiczny się rozwija. Czy widzi pan szanse Polski na przykład w takich kierunkach jak rozwój systemów nośnych, rakiet, czy też nawet dalej w misjach księżycowych i eksploracyjnych?

Jeśli chodzi o misje badawcze, misje eksploracyjne, to tutaj mamy bardzo dobre wyniki, dlatego że nasza aparatura regularnie lata na takich misjach. Chociażby rok temu wystrzelono w kierunku Jowisza i jego księżyców sondę JUICE. Na 10 instrumentów znajdujących się na jej pokładzie Polska dostarczyła aparaturę do trzech.

Warto pamiętać, że już trzy lata temu Polska ogłosiła nabór na koncepcję polskiej narodowej misji księżycowej. Ostatecznie ustalono, że bardzo potrzebny byłby satelita Księżyca, który by badał minerały na i pod jego powierzchnią i poszukiwał takich, które mogą być przydatne do budowania w przyszłości baz załogowych. Obecnie jesteśmy na bardzo dobrej drodze do realizacji takiej misji nazwanej oczywiście Twardowski, w ramach Europejskiej Agencji Kosmicznej. Myślę, że w najbliższym czasie dowiemy się o kolejnych postępach w planowaniu tej misji.

To jeszcze jedno pytanie. Jakie działania powinny zostać podjęte, by młodzi inżynierowie, młodzi ludzie idący na studia chcieli wiązać swoją przyszłość z sektorem kosmicznym i wiedzieli, że w tym sektorze tak naprawdę jest praca i przyszłość?

Ja myślę, że to już się dzieje. Miałem przyjemność współpracować z Radą Studentów przy Prezesie Polskiej Agencji Kosmicznej. To są naprawdę fantastyczni ludzie. Budują własne rakiety, łaziki marsjańskie, a nawet satelity. Wygrywają konkursy międzynarodowe i bardzo szybko - albo od razu - znajdują pracę w firmach sektora kosmicznego, gdzie są świetnie przygotowani do tej roli. Myślę, że to, co naprawdę mogłoby pomóc, to właśnie dofinansowanie takich kół studenckich.

Ci studenci potrafią naprawdę za niewielkie pieniądze zrobić fantastyczne rzeczy, a przy tym nauczyć się tyle, że to jest absolutnie bezcenne. Realizując własne projekty, uczą się nie tylko samych technologii kosmicznych, ale też tego, jak prowadzić projekt, jak pracować w zespole i jak budować kontakty międzynarodowe - bo uczestniczą w międzynarodowych konkursach i konferencjach. Uczą się rzeczy, których nie dadzą im żadne studia. Nasz sektor kosmiczny jest naprawdę bardzo głodny takich ludzi. Myślę, że dofinansowanie takiej działalności to niewielka inwestycja, która może przynieść imponujący zwrot.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Cyfrowy Polak © Cyfrowy Polak
Wybrane dla Ciebie
Uszkodzona przez drony. Remont osłony w Czarnobylu potrwa do 2026 r.
Uszkodzona przez drony. Remont osłony w Czarnobylu potrwa do 2026 r.
Ponad 250 mln dol. Ukraińska fabryka dronów powstanie w Wielkiej Brytanii
Ponad 250 mln dol. Ukraińska fabryka dronów powstanie w Wielkiej Brytanii
Pożar w rosyjskim porcie. Terminal LPG w Temryuku w płomieniach
Pożar w rosyjskim porcie. Terminal LPG w Temryuku w płomieniach
Putin może mieć nową rezydencję. Nie w Rosji
Putin może mieć nową rezydencję. Nie w Rosji
Potężny wyrzut materii z okolic czarnej dziury. Zupełnie jak na Słońcu
Potężny wyrzut materii z okolic czarnej dziury. Zupełnie jak na Słońcu
Zaproponowali Polsce niedopracowanego Ajaksa. Polska odpowiada: kupcie Borsuka
Zaproponowali Polsce niedopracowanego Ajaksa. Polska odpowiada: kupcie Borsuka
Chiny planują kontenerowiec z napędem jądrowym. Pierwszy w historii
Chiny planują kontenerowiec z napędem jądrowym. Pierwszy w historii
Odebrali Rosjanom ich najlepszy czołg. Oto, co z nim zrobili
Odebrali Rosjanom ich najlepszy czołg. Oto, co z nim zrobili
Morze Czarne pustoszeje. Rosjanie pilnują swoich okrętów
Morze Czarne pustoszeje. Rosjanie pilnują swoich okrętów
Ćwiczenia 1WBPanc. Wykorzystują słynną broń Ukrainy
Ćwiczenia 1WBPanc. Wykorzystują słynną broń Ukrainy
AI przejmuje stery na ISS. Robot Astrobee porusza się 60 proc. szybciej
AI przejmuje stery na ISS. Robot Astrobee porusza się 60 proc. szybciej
Pentagon był gotowy wysłać Tomahawki Ukrainie. Zabrakło tylko jednego
Pentagon był gotowy wysłać Tomahawki Ukrainie. Zabrakło tylko jednego
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE 🎯