Nowe technologie w polskich piosenkach. Dlaczego rodzimi artyści mają tak krytyczne podejście do internetu i smartfonów?

Strona głównaNowe technologie w polskich piosenkach. Dlaczego rodzimi artyści mają tak krytyczne podejście do internetu i smartfonów?
21.10.2016 15:27
Nowe technologie w polskich piosenkach. Dlaczego rodzimi artyści mają tak krytyczne podejście do internetu i smartfonów?
Źródło zdjęć: © YouTube/WP

W polskich piosenkach znajdziemy coraz więcej nawiązań do świata technologii. Jednak w popowych utworach usłyszeć możemy przede wszystkim krytyczne nastawienie. Dlaczego?

21 października płyta "Drony" o poszukiwaniu ducha w świecie dronów, telefonów, komputerów i rozpędzonych samochodów - tak zapowiadał swoją nową płytę duet Fisz Emade. Album promowany jest singlem “Telefony”, który bardzo szybko zaczął święcić triumfy między innymi na trójkowej liście przebojów. We wspomnianym utworze Fisz śpiewa, że chciałby być telefonem “przy którym teraz śpisz, głaszczesz go i pieścisz, ustami gładzisz ekran”. Na dodatek telefon cały czas jest przy kobiecie, z pełnym zasięgiem. Wokalista chce być również dronem, który może obserwować okno i patrzeć, jak dziewczyna “tańczy z telefonem”. Wiadomo - dziś jedynym towarzyszem na 24 godziny jest smartfon.

to jest tragiczne, że dla ludzi staje się ważniejszy telefon niż np. człowiek z którym spędzają czas - pisze słuchacz w komentarzu na YouTube.

To już z kolei opinia pod teledyskiem do piosenki “Andrew” Julii Mracell:

Ten kawałek dedykuję wszystkim moim "zmaczowanym" znajomościom z Tindera.

Julia Marcell na swoim nowym albumie również opisuje zmagania współczesnych trzydziestolatków w świecie pełnym nowych technologii. “Internet zamienił się w śmietnik informacji” - mówi piosenkarka w jednym z wywiadów. W swoich utworach zwraca się do mężczyzn poznanych w serwisach randkowych czy do amazonowego bota, który napisał do niej maila. W piosence “Marek” tytułowy bohater nie może spać, bo telefon cały czas jest przy jego głowie. Na dodatek Markowi śni się, że “życie to pasek ładowania, czeka na film, lecz tylko reklamy zamiast”.

Teledysk do “Andrew” ma prawie milion wyświetleń i sporo przychylnych komentarzy chwalących artystkę za tekst “o czymś”. W sieci znajdziemy też krytyczne recenzje albumu:

Zasada: nawrzucać do tekstów jak najwięcej nazw firm, marek, produktów, aby udowodnić jak bardzo jesteśmy na bieżąco. I ta portretowana postawa życiowa – sierot uzależnionych od smartfonów i laptopów, wyobrażających sobie, że życie to pasek ładowania, odpisujących na automatyczne listy od botów Amazonu (poważnie?). Naprawdę ciężko mi się litować nad tymi użalającymi się nad sobą emocjonalnymi kastratami - pisze autor recenzji na blogu WAFP.

Trudno się z tym nie zgodzić. Polscy mainstreamowi muzycy dostrzegli nowe technologie i chcą wymieniać ich negatywne skutki. Tylko negatywne.

Poniekąd to normalne nie tylko w Polsce. Nastawiony krytycznie do rzeczywistości jest np. najnowszy album Anohni “Hopelessness”. Beznadzieja współczesnego świata to ataki dronowe czy powszechna inwigilacja. Protest songi artystki są różnie oceniane, ale nie mam wątpliwości, że jej podejście - “wiem, że mnie kochasz, bo stale mnie obserwujesz” wyśpiewane w mówiącym o internetowym podglądaniu “Watch Me” - jest jednak ciekawsze niż polskie teksty o serwisach randkowych czy uzależnieniach od smartfonów. Polscy artyści są ludźmi zagubionymi w świecie nowych technologii. Nie rozumieją ich, więc krytykują, ale bardzo prosto, nie zagłębiając się w problem. Ich drony, służące do podglądania kobiety, są po prostu śmieszne przy tych, które bombardują domy na Bliskim Wschodzie.

Możemy to zrozumieć - Polska i Stany Zjednoczone to dwa różne światy, a więc i różne problemy. Niby korzystamy z podobnych usług, ale jednak to amerykańskie władze mają narzędzia do inwigilowania użytkowników. Zabrzmi to okrutnie, ale “koszula bliższa ciału” - to nie nasze wojska bombardują dronami, więc to nie nasza sprawa. U nas dron jest co najwyżej ciekawostką. Narzędziem, za pomocą którego kręci się śluby, a jedyne incydenty to te, gdy przeleci nad pasem startowym, albo zostanie użyty przez tabloidy, by podglądać posesję Radosława Sikorskiego. Od poważnych problemów jesteśmy dalej.

Wydaje się jednak, że ważniejszym powodem płytszego podejścia do technologii jest samo nastawienie. Nowe technologie bywają łatwym usprawiedliwieniem. Lepiej ponarzekać na wszechobecne smartfony i internet wpływający na relacje międzyludzkie niż poszukać winy w sobie. Widzimy osoby ciągle korzystające z telefonów, ale bez zastanowienia, dlaczego to robią. I bez odrobiny chęci zrozumienia, że to nic złego. Echa tych poglądów wybrzmiewają więc w utworach polskich artystów. Wierzę, że to nie “teksty pod publikę”, pisane po to, żeby wyjść na mędrca, który w punkt opisuje rzeczywistość - a po prostu większość, w tym autorzy tekstów, tak uważa. Nie da się jednak ukryć, że świadczy to na niekorzyść polskich technologicznych protest songów, które wcale nie opisują problemu takim jakim jest.

Nieco ciekawiej jest jednak w muzycznym “podziemiu”. W singlu zapowiadającym nową płytę duetu PRO8L3M, która ukazała się w czerwcu, mamy wizję Warszawy w 2040 roku. Choć znowu irytuje konieczność wrzucenia do tekstu prawdziwych marek (“Znalazłem dziś przypadkiem zakurzony smartfon, to chyba dziewiąty iPhone”) czy obwinianie technologii za pogorszenie ludzkich relacji ("Chciałeś, to masz - drona za ziomka") to jednak cyberpunkowa wizja Warszawy i świata (“Odpalam kalendarz na soczewce”, “Są osiedla na księżycu Marsa, połowa świata jest islamska”, “W tle hologramy z ogromnym Oszczędzaj wodę") jest ciekawa. A co najważniejsze - nie tak banalna, jak historie o telefonach przy poduszce.

Jednym z najlepszych albumów poprzedniego roku jest dla mnie “Robot Czarek”. To słuchowisko stworzone przez Kamila Szuszkiewicza, który odpowiada nie tylko za warstwę muzyczną, ale napisał też libretto. Niezwykle interesujące, bo pozwalające inaczej spojrzeć na temat Sztucznej Inteligencji. Tytułowy robot Czarek może być prześladowany przez ludzkość, która gardzi mechanicznymi stworami. Ale może być też paranoikiem, który cały spisek przeciwko niemu sobie wymyślił. Historia robota Czarka jest, jak wciągające opowiadanie science-fiction.

I można żałować, że właśnie takiego podejścia do tematu jest w polskiej muzyce zdecydowanie za mało. Technologia staje się punktem wyjścia do przekazania ciekawej historii, a nie chłopcem do bicia. Oczywiście możemy użalać się, że Google wie więcej niż najlepszy przyjaciel - o tym śpiewa też Marcell - ale co z tego wynika? Jeśli pojawia się krytyka, to bardzo prosta, stereotypowa, wręcz pod publikę, która lubi ponarzekać na obecne czasy i wspominać, że kiedyś było lepiej. Problem relacji międzyludzkich potraktowany jest powierzchownie - jesteśmy samotni, bo mamy smartfony, w internecie chcemy wypaść korzystniej niż w rzeczywistości, Photoshop nas okłamuje. Aż dziwne, że w 2016 roku nadal operuje się stereotypami sprzed lat.

Cóż, od przestarzałego i stereotypowego podejścia do nowych technologii znacznie lepsze jest to z… disco-polo. Tam o nowinkach śpiewano już dawno temu i radosne piosenki o Naszej Klasie czy SMS-ie wypadają korzystniej niż użalanie się popowych wokalistów.

Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (1)