Trwa ładowanie...
d4dvbx3

Jak może wyglądać koalicyjny atak USA na Syrię? [PROGNOZA]

Administracja Donalda Trumpa przygotowuje się do „silnej” odpowiedzi na użycie broni chemicznej w syryjskiej Dumie, co przypuszczalnie będzie oznaczało przeprowadzenie uderzenia zbrojnego. Będzie on trudny do przeprowadzenia ze względu na obecność Rosji w regionie.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Wszystko zaczęło się od tweeta Donalda Trumpa
Wszystko zaczęło się od tweeta Donalda Trumpa (US Navey)
d4dvbx3

Siły zbrojne USA przygotowują się obecnie do ataku na cele w Syrii, w odpowiedzi na użycie broni chemicznej przez siły Asada. Choć wykorzystanie „opcji militarnej” nie jest przesądzone, to wiele na to wskazuje. Przypomnijmy, że nie udało się osiągnąć konsensusu w ramach ONZ. Co więcej, prezydent Donald Trump zdecydował się odwołać swoją wizytę w Ameryce Łacińskiej, aby móc lepiej koordynować działania administracji. Również sekretarz obrony gen. Mattis wprowadził zmiany w planach aktywności na nadchodzące dni, co jest postrzegane jako przygotowanie do ataku.

Prezydent Trump nazwał niedawno na Twitterze relacje z Rosją najgorszymi w historii, włącznie z czasami Zimnej Wojny. Zapowiedział też, że pociski będą wystrzelone i będą "ładne, nowe i <<inteligentne>>". Wezwał Rosję do przygotowania się, jednocześnie nazywając po raz kolejny Asada "zwierzęciem".

Nieco ponad rok temu, 7 kwietnia 2017 roku Amerykanie przeprowadzili uderzenie na syryjską bazę Szajrat za pomocą rakiet manewrujących Tomahawk po ataku chemicznym. Działania przeprowadzono jednorazowo i samodzielnie, choć Rosjan ostrzeżono o ataku. Obecnie jednak administracja bierze pod uwagę podjęcie działań w koalicji, o czym świadczą liczne konsultacje – między innymi z premier Wielkiej Brytanii Teresą May i prezydentem Francji Emanuelem Macronem. Trump rozmawiał również w ciągu ostatnich paru dni z sojusznikami z regionu – z premierem Iraku Haiderem Al-Abadim, czy niedawno z emirem Kataru Tanimem Bin Hamad Al Thanim.

d4dvbx3

Ewentualne uderzenie na cele w Syrii może mieć znacznie szerszy zakres, gdyż jednorazowy atak z użyciem Tomahawków nie odniósł skutku. Wszystko to w sytuacji, gdy rosyjska obrona przeciwlotnicza w Syrii została znacznie wzmocniona, a z Moskwy płyną sygnały o możliwej reakcji na atak – włącznie z ostrzelaniem nosicieli rakiet, jakie zostaną odpalone w kierunku Syrii (samolotów, okrętów). Jak może zatem wyglądać atak na cele w Syrii?

Prawdopodobne jest użycie rakiet manewrujących, odpalanych z wody, i być może z powietrza. Podobnie jak rok temu, w trakcie operacji mogą zostać użyte rakiety manewrujące Tomahawk, przenoszone przez amerykańskie okręty nawodne i podwodne w rejonie działań. Oprócz nich pociski dalekiego zasięgu (jak JASSM) mogą jednak również być użyte przez lotnictwo, choćby samoloty startujące z licznych baz amerykańskich na Bliskim Wschodzie. Francuzi i Brytyjczycy mają w rejonie działań samoloty zdolne do użycia rakiet manewrujących powietrze-ziemia Scalp EG/Storm Shadow (m.in. Rafale i Tornado). Dodatkowo, na Morzu Śródziemnym znajduje się francuska fregata typu FREMM Aquitaine, uzbrojona między innymi w 16 rakiet manewrujących NCM/MdCN. Wszystkie te środki rażenia, o zasięgu od kilkuset do ponad tysiąca km, dają możliwość ataku spoza zasięgu przynajmniej części systemów obrony powietrznej rozmieszczonych w Syrii. Trzeba też pamiętać, że ewentualne zestrzelenie pocisków cruise, na przykład przez Rosjan, niesie ze sobą znacznie mniejsze konsekwencje, niż utrata załogowego samolotu.

Konieczne może być przełamanie syryjskiej obrony powietrznej. Jednym z ważnych celów ataku, szczególnie w jego pierwszej fazie, mogą być elementy syryjskiej obrony powietrznej. Podobna sytuacja miała zresztą miejsce rok temu, ale była ograniczona do systemów OPL w rejonie bazy, będących jednym z wielu celów ataku. Możliwe jest stosowanie zakłóceń elektronicznych, pocisków przeciwradiolokacyjnych, czy na przykład pułapek klasy MALD, służących do zmylania stacji radiolokacyjnych i tworzenia „pozornych celów”. Innym możliwym, czy nawet prawdopodobnym rozwiązaniem jest włączenie do zgrupowania myśliwców typu stealth, przede wszystkim F-22 Raptor, w celu osłony przed lotnictwem przeciwnika, a także prowadzenia szeroko zakrojonego rozpoznania zagrożeń powietrznych i naziemnych. W działaniach mogą też zostać użyte inne środki rażenia – rakiety przeciwradiolokacyjne, małowymiarowe bomby kierowane klasy SDB itd.

Atak z wielu kierunków. Jako jedną z możliwości komentatorzy wymieniają atak rakietowy z obszaru Morza Śródziemnego. Ta opcja pozostaje prawdopodobna, ale ma też wiele wad. Na wybrzeżu skoncentrowane są rosyjskie instalacje i systemy obrony powietrznej. Możliwy jest więc atak z baz na Bliskim Wschodzie, wykorzystywanych w działaniach przeciwko Daesh i np. odpalenie pocisków powietrze-ziemia znad obszaru kontrolowanego przez Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF). Otwartą kwestią jest ustalenie zgody na użycie przestrzeni powietrznej danego państwa(np. Iraku) do ataku na cele w Syrii. Morze Śródziemne jest więc możliwym i prawdopodobnym obszarem działań, ale nie jedynym. Przypomnijmy, że również Rosjanie odpalali w kierunku Syrii pociski manewrujące nie tylko z Morza Czarnego, ale również z Morza Kaspijskiego. Atak z wielu kierunków jest trudniejszy do powstrzymania, może też być wybraną opcją z uwagi na szerszy zakres celów.

d4dvbx3

Ryzyko konfrontacji z Rosją. W rejonie działań znajdują się rosyjscy żołnierze i jednostki wojskowe. Co więcej, obrona przeciwlotnicza została wzmocniona, a Rosjanie zapowiadają, że będą strzelać do amerykańskich pocisków manewrujących, ale też do ich nosicieli. Uniknięcie konfrontacji będzie dużo trudniejsze niż rok temu. Wpływ na to wywierają nie tylko czynniki polityczne i demonstrowana przez Rosjan wola obrony Asada, ale też względy czysto operacyjne – choćby prawdopodobne zaatakowanie większej liczby celów, co automatycznie utrudnia takie zaplanowanie nalotów, aby nie doszło do niebezpiecznych sytuacji.

Wojna informacyjna i nieprzewidywalność. Charakterystyczną cechą obecnej sytuacji w Syrii jest duży stopień nieprzewidywalności, i to w warunkach wojny informacyjnej. Działania w tym zakresie prowadzone są przez wszystkie strony konfliktu: nie tylko największe mocarstwa, ale też różnych aktorów państwowych i niepaństwowych w regionie. To utrudnia zarówno podejmowanie decyzji, jak i prognozowanie sytuacji. Według części źródeł Brytyjczycy domagają się pełnego potwierdzenia ataku z użyciem broni chemicznej przed użyciem działań zbrojnych. Kolejnym czynnikiem zwiększającym nieprzewidywalność jest obecność sił zbrojnych więcej niż jednego mocarstwa w Syrii.

Europejska agencja kontroli przestrzeni powietrznej Eurocontrol wystosowała ostrzeżenie, według którego w rejonie Morza Śródziemnego może dojść do użycia rakiet manewrujących powietrze-ziemia lub woda-ziemia w ciągu najbliższych 72 godzin. Jest to kolejny dowód na to, że sytuacja jest napięta, a interwencja zbrojna – prawdopodobna, choć na razie wciąż nic nie jest przesądzone. Według doniesień agencyjnych w Pentagonie analizowane są różne warianty - zarówno zakrojonych na szeroką skalę działań, jak i bardziej ograniczonych. Niewątpliwie trwa też zbieranie informacji wywiadowczych z różnych źródeł.

Możliwe, że działania rozpoczną się nieco później lub będą realizowane w kilku fazach. Amerykańska marynarka wojenna poinformowała o „planowej” relokacji grupy uderzeniowej lotniskowca USS Harry S. Truman do rejonu Morza Śródziemnego. Okręt ma opuścić Norfolk 11 kwietnia, co powoduje że w rejonie działań może znaleźć się prawdopodobnie kilka-kilkanaście dni później. W grupie ma się znajdować pięć okrętów zdolnych do odpalania rakiet Tomahawk (jeden krążownik typu Ticonderoga i cztery niszczyciele Arleigh Burke, w tym pierwsza jednostka tego typu o tej samej nazwie). Później dołączą do niej jeszcze dwa niszczyciele, a przez pierwszą część misji grupie towarzyszyć będzie niemiecka fregata Hessen.

d4dvbx3

To ostatnie jest w pewnym sensie dowodem, że była ona przewidziana już wcześniej. Obecnie według dostępnych informacji Amerykanie nie mają w rejonie działań grupy lotniskowcowej, najbliżej Syrii - spośród nawodnych jednostek z rakietami Tomahawk - jest niszczyciel USS Donald Cook, wspierany przez francuską fregatę typu FREMM, dysponującą pociskami manewrującymi NCM/MdCN. Nota bene oba typy rakiet są brane pod uwagę w polskim programie okrętu podwodnego Orka. Przypuszczalnie te siły mogą zostać wsparte przez przynajmniej jeden okręt podwodny US Navy uzbrojony w rakiety Tomahawk. Potencjał amerykańskiej floty w rejonie działań będzie zwielokrotniony dopiero za kilka-kilkanaście dni. Oczywiście już dziś mogą prowadzić działania samoloty lotnictwa bazowania naziemnego, USAF jak i sojuszników.

Defence24.pl
Podziel się

Operacja w Syrii może więc być jedną z najtrudniejszych, realizowanych przez Stany Zjednoczone i sojuszników po zakończeniu Zimnej Wojny. Paradoksalnie, z politycznego punktu widzenia, jej cele będą raczej ograniczone do zapobieżenia dalszemu użyciu broni chemicznej w Syrii. Pomimo tego, Amerykanie i sojusznicy będą musieli się liczyć z niebezpieczeństwem reakcji ze strony Rosji, czy wystąpienia nieprzewidzianych, niebezpiecznych incydentów.

O dynamice sytuacji świadczy fakt, że jeszcze niedawno sam Donald Trump planował ograniczenie zaangażowania w działania w tym kraju, a obecnie mówi się o przeprowadzeniu dużej, koalicyjnej operacji powietrznej wymierzonej we wspierany przez Rosję i Iran reżim, do niedawna (za wyjątkiem uderzenia z 7 kwietnia) nie będący celem ataków USA i sojuszników. Skutki działań, jakie zostaną podjęte w ciągu najbliższych dni, a może nawet godzin, mogą mieć trwały wpływ na architekturę bezpieczeństwa, nie tylko na Bliskim Wschodzie.

Autor: Jakub Palowski

Czytaj też: Rosyjskie systemy nieskuteczne przeciwko izraelskim myśliwcom?

d4dvbx3

Podziel się opinią

Share

Bądź z nami na bieżąco


d4dvbx3

d4dvbx3