Czekaliśmy 47 lat. Teraz wszystko może pójść na marne [OPINIA]
Dlaczego wydarzenie, które powinno nas motywować, być festiwalem polskiej nauki, powoduje tyle złych emocji? Czemu nie potrafimy działać razem, tylko od kilku miesięcy dajemy paliwo dla płaskoziemców, trolli i botów? Czy naprawdę nawet z najważniejszego od niemal pół wieku wydarzenia dla polskiego świata nauki musieliśmy zrobić platformę do walki? - dla Wirtualnej Polski pisze popularyzator nauki Maciek Myśliwiec.
Od miesięcy wielu ludzi, którzy zajmują się komunikacją nauki i sektora kosmicznego, stara się budować przekaz wokół tego, co lot Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego w kosmos przyniesie każdemu z nas. Te osoby robią naprawdę niesamowitą robotę i chwała im za to! Bo to jest coś, co na wiele lat zbuduje naszą krajową tożsamość naukową. Ale najgorsze jest to, że podobnie liczna grupa to po prostu malkontenci, pokazujący i akcentujący, co się nie udało i nie udaje.
Marzenia o kolejnym Polaku w kosmosie
Przed misją IGNIS marzyłem, że czas, w którym Sławosz Uznański-Wiśniewski poleci w kosmos, będzie karnawałem polskiego sektora kosmicznego. Że będziemy słuchać o tym, jakie eksperymenty były realizowane na ISS, jakie konkretne korzyści nam przyniosą i jaki wpływ będzie to miało na cały sektor kosmiczny oraz szerzej – na gospodarkę. Zwłaszcza dziś, gdy dezinformacja i podważanie nauki są częstsze niż kiedykolwiek, a boty i trolle coraz chętniej kwestionują wszystko to, co przez lata udało się wspólnie wypracować. Marzyłem, że po prostu będziemy dumni… I się zawiodłem. Nie tylko dlatego, że komunikacja misji pozostawiła wiele do życzenia – wszyscy o tym wiemy. To legło u podstaw późniejszych problemów. Zawiodłem się też, bo w rękach wielu z nas były narzędzia, żeby tej misji pomóc i szerzyć jej impakt, niezależnie od oficjalnej "linii". Nie skorzystali z tej opcji.
"Sławosz, Sławosz!". Polski astronauta powitany po wylądowaniu w Polsce
Moje pokolenie nie miało swojego generała Hermaszewskiego. Czekaliśmy, żeby kolejny Polak poleciał w kosmos. Jak Sławosz powiedział, że zabrał ze sobą cząstkę każdego z nas, to naprawdę tak się czułem. Czy może trochę idealistycznie myślałem, że na chwilę zostawimy wszystko z boku i spróbujemy pomóc, bo to opłaci się całej polskiej nauce? Tak. Powiecie, że oszalałem? Może… Ale naprawdę brakuje mi wspólnoty, która chciałaby razem działać "dobrze" dla świata nauki, a co za tym idzie – całego sektora kosmicznego.
Misja Ignis - co poszło nie tak?
Czy naprawdę czekaliśmy 47 lat, żeby teraz się kłócić? Dobre wykorzystanie misji IGNIS do popularyzacji nauki, kosmosu i eksploracji to silny impuls dla polskiej nauki i gospodarki, a w perspektywie także większe zrozumienie, przez całe społeczeństwo, tego, co dzieje się w sektorze kosmicznym. W skrócie: dobra komunikacja wokół lotu Sławosza to dobre postrzeganie sektora. Amen. To, co poszło nie tak? W sumie wszystko.
Od momentu, gdy rozsypała się komunikacja misji, wielu z nas robiło wszystko, żeby jak najmniej "walić" w samą misję i jej efekty. Nie dlatego, że ktoś chciał coś zamiatać pod dywan, tylko dlatego, że zamiast tego chcieliśmy pomóc wyższemu celowi. Pół roku temu czekaliśmy (i się nie doczekaliśmy) na Florydzie na wielokrotnie przekładany start. To coś normalnego w eksploracji kosmosu i nie ma co się frustrować. Czy było to jednak dobrze komunikowane? Nie. Ale nie było to winą ludzi, którzy ciężko tam pracowali. Za to emocje, jakie nam tam towarzyszyły, i poczucie wspólnoty, którą udało się zbudować, to coś, co zapamiętam na całe życie. #IGNISFriends to nie tylko hasło. To prawdziwe przyjaźnie. I to właśnie pośrednio dzięki Sławoszowi udało nam się zjednoczyć.
Tłumaczyłem wtedy, że naszym celem powinno być tę wspólnotę utrzymać i pomóc zbudować wokół misji coś dobrego, bo to nie osoby odpowiedzialne za stan rzeczy będą ponosiły koszty tej "wojenki", tylko cały sektor. I dokładnie to się dzisiaj dzieje. Oczywiście uważam, że błędy trzeba nazywać i wyciągać z nich wnioski, ale też są na to czas i miejsce. Jest duża różnica między konstruktywną krytyką a dokładaniem kolejnych cegiełek do narracji podważających sens całej misji.
O krok od zostania memem
I szczerze: jeśli nie zaczniemy się zastanawiać, jak tę krytykę logicznie prowadzić, to wszyscy będziemy mieli z tego straty, a w pewnym momencie cała nasza praca, wiedza i doświadczenie zostaną wrzucone do jednego worka z memami, uproszczeniami i teoriami, w których zostaną nam już tylko pierogi, clickbaity i tezy, że Sławosz nigdy nie był w kosmosie, musztarda "nie latała po module", a w ogóle to Ziemia jest płaska, a łódzka filmówka zrobiła świetną robotę, trzymając naszego astronautę pod Łodzią (bo i gdzie).
Czy jestem sfrustrowany? Jestem! Tym, że z planu komunikacyjnego misji, w którym miałem przyjemność brać udział, zostały fragmenty, że PLINSPACE został zrealizowany tylko w części, że nie było kanałów social media i domen, które były zaplanowane. Że obsługa komunikacyjna na Florydzie mogła być lepsza, że w wielu miejscach brak woli wziął górę nad zaangażowaniem, że złożyliśmy w kilka organizacji projekty wydarzeń popularyzatorskich (pro bono!) z udziałem Sławosza po misji i ktoś je po prostu zlekceważył. Że nie wydarzyło się wiele z planowanego post-flight touru, w co naprawdę wierzyłem, że wydarzy się jesienią. Ale tak jak mówiłem wcześniej: czas podsumowania moim zdaniem jeszcze przed nami. Teraz musimy zadziałać tak, żeby jak najwięcej dobrego zrobić wokół misji. Chciałbym, żebyśmy wszyscy podobnie na to patrzyli. Znowu – może zbyt idealistycznie.
Przez ostatnie miesiące, towarzysząc tourowi "Polska sięga Gwiazd", organizujemy we własnym zakresie spotkania dla general public w różnych miastach dając szansę ludziom spotkać się ze Sławoszem i przedstawicielami sektora. Dzięki temu więcej osób dowiaduje się, dlaczego misje kosmiczne są ważne, i co może dać nami polska misja na ISS. Podczas rejestracji 500–1000 miejsc znika w kilka minut.I to, co zostawia w moim sercu ciepło, to widok twarzy uczestników tych spotkań. Widać na nich dumę, dziecięcą radość i niesamowitą inspirację, którą daje opowieść Sławosza o jego locie kosmicznym. Ta masa ludzi, która przychodzi na spotkania, nie interesuje się tym, czy komunikacja misji była zrobiona na najwyższym, czy słabym poziomie - dla nich liczy się to, czego mogą doświadczyć tu i teraz. I na tym powinniśmy się skupić.
Hejt, na który Sławosz nie zasłużył
Dlatego nie mogę zrozumieć, że zamiast wspólnie zastanowić się, co zrobić, kiedy coś nie działa i jak to naprawić, część osób świadomie wybiera uderzanie w to, co jest, bo to daje zasięgi, reakcje i szybki ruch. Nikt nie zastanawia się także nad tym, że jego działania rezonują na ludzi, którzy później wykorzystają to do zwykłego hejtu, podważania osiągnięć samego Sławosza i obrażania go.
Wydaje mi się, że niektórzy zapominają, że nie jest on postacią historyczną, tylko żywym człowiekiem, który na koniec dnia wraca do domu i może to wszystko przeczytać o sobie w social mediach. To coś, czego nie było po locie generała Hermaszewskiego i co pozwoliło przetrwać legendzie jego lotu. Ludzie wówczas nie mieli narzędzi do hejtowania wszystkiego. Skoro żyjemy w czasach, w których mamy narzędzia do szerokiego komunikowania naszych myśli, to wykorzystajmy je do budowania, a nie rujnowania.
Kolejne nadmuchane kontrowersje
Ostatnie dni, szczególnie w kontekście publikacji jednego z podmiotów medialnych, po raz kolejny to potwierdziły. A wystarczyło wcześniej dowiedzieć się, że takie spotkanie to dotacja celowa, która będzie rozliczana, albo zapytać, co w ramach takiego spotkania ma miejsce, ile trwa, w ilu miejscach, ile ludzi bierze w nich udział, jakie elementy są zapewnione itd. Po prostu uczciwie podejść do tematu. Już dziś czytamy, że na innej uczelni koszty były dużo niższe, że Sławosz nic nie otrzymuje w ramach touru - szkoda, że znowu wcześniej nikt nie zweryfikował tej informacji przed publikacją.
Bo na koniec dnia o to właśnie chodzi – o utrzymanie efektu misji IGNIS i samego lotu Sławosza, o to, żeby te emocje, ta energia i ta inspiracja nie zostały zagłuszone przez chwilowe zasięgi i krótkotrwałe narracje, i żeby inni nie bali się iść w ślady generała Hermaszewskiego i Sławosza, spodziewając się, że ich działania będą niszczone przez internetowych trolli. Bo jeśli nie będziemy o to świadomie dbać, to bardzo szybko okaże się, że zmarnowaliśmy coś, co mogło pracować dla nauki, młodych ludzi i całego sektora jeszcze długo po wodowaniu "Grace" na Pacyfiku.