wp

Kosmos potrzebuje fajerwerków, czyli Polacy robią filmy o komecie

Nie wystarczy już polecieć w kosmos, by zostać zauważonym. Do tego trzeba teraz potężnego przytupu z wodotryskiem. Właśnie dlatego polscy filmowcy robią oprawę misji Europejskiej Agencji Kosmicznej.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Kosmos potrzebuje fajerwerków, czyli Polacy robią filmy o komecie
(European Space Agency)

Kiedy w 2012 roku łazik Curiosity miał wylądować na Marsie, NASA opublikowała film opowiadający o wielkim ryzyku tego manewru, odwadze inżynierów i wizjonerstwie twórców tej misji kosmicznej. Film nosił znamienny tytuł „7 Minutes of Terror” („7 minut grozy”) i mówił o siedmiu minutach ciszy radiowej, która nastąpi po wejściu lądownika w atmosferę planety i będzie trwać aż do chwili wylądowania. Film niósł przesłanie na każdą ewentualność - jeśli się uda wylądować, to pokażemy, jak trudno było to osiągnąć. Jeśli manewr się nie powiedzie, to udowodnimy, jak wiele osiągnęliśmy do tej pory i, że to nie wstyd przegrać na takim etapie.

wp

Kiedy NASA sadzała Curiosity na Marsie, ja pracowałam jako dziennikarz naukowy w jednej z redakcji gazet papierowych i musiałam rozwijać skrót ESA do „Europejska Agencja Kosmiczna”, i jeszcze dodawać, że to taka europejska NASA. I wcale nie dlatego, że ESA przed 2012 rokiem nic nie zdziałała – wręcz przeciwnie, miała na koncie wiele bardzo udanych misji. Tyle że o swoich sukcesach po prostu nie umiała mówić.

Dwa lata później ESA szykowała się do pierwszego w historii lądowania na komecie –. miał tego dokonać lądownik Philae przyniesiony przez sondę kosmiczną Rosetta. Tym razem spece z ESA wreszcie dostrzegli, że bez szumu medialnego ich wiekopomne dokonanie pozostanie niezauważone.

- Film „7 minut grozy” stał się dla nas inspiracją, żeby pokazać emocje związane z misją sondy Rosetta – opowiadał w 2014 roku prof. Mark McCaughrean, starszy doradca naukowy ESA. – Przecież my też mieliśmy przeżywać straszne chwile, kiedy stracimy kontakt z lądownikiem siadającym na komecie 67P/Czuriumow-Gierasimienko. Tyle że u nas miałoby to być siedem godzin, a nie siedem minut grozy, bo tyle miało trwać lądowanie na komecie. Jak to ugryźć?

Prof. McCaughrean wiedział, że chce filmu pokazującego wielkość tej misji kosmicznej, niezależnie od wyników lądowania. Prace nad nim zlecił Polakom ze słynnego studia Platige Image. Za kamerą stanął Tomek Bagiński, oscarowy reżyser i mistrz animacji komputerowej. Od strony ESA konsultantem naukowym filmu był sam prof. McCaughrean.

wp

- Musieliśmy naszą historię zbudować zupełnie inaczej, opowiedzieć o niezwykle ryzykownej operacji w kosmosie, która może się nie udać, a mimo to misja pozostanie wielkim naukowym sukcesem – powiedział mi wówczas w rozmowie Jan Pomierny, producent i współtwórca scenariusza filmu dla ESA. - W czasie, kiedy powstawał film, wciąż wielką niewiadomą było to, czy sonda Rosetta zdoła wejść na orbitę wokół komety, czego nikt wcześniej nawet nie próbował. Gdyby to się nie udało, cały film po prostu by się nie ukazał. Tak się na szczęście nie stało .

Film, który nosił tytuł „Ambition”, utrzymany był w klimacie science fiction. Mówił o niezwykłej ambicji i uporze ludzkości, która mimo niedoskonałości techniki, którą dysponowała, poważyła się na to, by dogonić kometę i umieścić na niej dzieło swoich rąk. Imponujące i poprawne naukowo animacje, świetne kreacje aktorskie Aidena Gillena i Aisling Franciosi oraz surowe piękno krajobrazów Islandii dały efekt hipnotyzujący. Prof. McCaughrean nie ukrywał satysfakcji, bo zdawał sobie sprawę, że zatrudnił prawdziwych artystów.

Minęły kolejne dwa lata i wreszcie misja Rosetta dobiegła końca. Tak naprawdę miała się zakończyć jeszcze w 2015 roku, ale sprzęt okazał się zadziwiająco żywotny. Kometa odleciała jednak tak daleko od Słońca, że jego promieni nie wystarczało już do ładowania baterii dzielnej sondy. I dlatego inżynierowie ESA postanowili ją rozbić o powierzchnię komety i jeszcze w ostatniej chwili zyskać nieco cennych danych. Stało się to 30 września 2016 roku. Z tej okazji Polacy stworzyli kolejny film – epilog do „Ambition” .

wp

Tym razem reżyserem nie jest Tomek Bagiński, a i użyte środki są dużo skromniejsze niż przy superprodukcji „Ambition”. Tym niemniej pozostajemy w klimacie legendy science fiction: czarodziejka grana przez Aisling Franciosi odwiedza światy, które wykreowała, aż dociera na Ziemię. W roli ziemskich krajobrazów wystąpiły Puszcza Kampinoska i Łazienki Królewskie w Warszawie. Film miał premierę podczas oficjalnego zakończenia misji Rosetta w Europejskim Centrum Operacji Kosmicznych w Darmstadt w Niemczech.

Tam też filmowcy z Fish Ladder, zespołu odpowiedzialnego w Platige Image za projekty specjalne, w tym za wcześniejsze „Ambition”, zaprezentowali kolejny projekt realizowany na zlecenie ESA. A jest nim stworzenie rzeczywistości wirtualnej (VR), która pozwoli przeżyć kosmiczną podróż sondy Rosetta. Jak widać, ESA przez cały czas się uczy. NASA już od jakiegoś czasu dysponuje VR pozwalającym spacerować po powierzchni Marsa w towarzystwie łazika Curiosity.

Aleksandra Stanisławska, współtwórczyni bloga CrazyNauka.pl

Polub WP Tech
Trwa ładowanie
.
.
.
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Podziel się na Facebooku
wp
wp
wp