RSS

Niebezpiecznie zielona

 
imagazine.pl | 2011-07-05 (14:52) | 6 opinii
a a a

Jakiś czas temu, nieopatrznie wyraziłam swoją opinię na temat wydarzeń w elektrowni Fukushima oraz pozyskiwania energii atomowej. Natychmiast zostałam odsądzona od czci i wiary, nazwana pseudoekologiem i udowodniono mi, że naturalne sposoby pozyskiwania energii z wiatru, słońca i wody są, nie dość, że nieefektywne, to jeszcze dużo bardziej szkodliwe dla środowiska, niż takie promieniotwórcze atomy. A odpady, to się zakopie w ziemi. Głęboko.

W telewizji pokazywali ostatnio dokument, w którym opisywano bunkier budowany na Islandii, mający stać się składowiskiem promieniotwórczych odpadów. Głęboko w ziemi. Na granicy bunkra mają stanąć stosowne, piktograficzne ostrzeżenia dla przyszłych pokoleń, że ten teren nie nadaje się do zamieszkania i należy się od niego trzymać z daleka. Dlaczego piktograficzne, a nie jakieś uniwersalne, np. po angielsku? A kto wie, jakim językiem będzie posługiwała się ludzkość za setki lat, o ile przetrwa własne, idiotyczne pomysły?

Możemy się zgodzić, że energia atomowa jest relatywnie tania i łatwo dostępna. Ale koszt uzyskania tej energii nie zawsze liczy się w obowiązującej walucie. To jest również koszt, jaki pozostawiamy przyszłym pokoleniom, w postaci promieniotwórczych odpadów. To koszt błędów konstrukcyjnych, koszt czynnika ludzkiego, który powoduje, że jeśli chodzi o pieniądze, to wszystkie chwyty są dozwolone.

(fot. Chris Hepburn/Thinkstock)

Nagle okazuje się, że promieniowanie nie jest niebezpieczne, o czym zapewniają wszyscy najwyższej klasy eksperci i przekonują, że stanie w radioaktywnej wodzie nie dość, że nie powoduje poparzeń, to jeszcze nie ma wpływu na środowisko, bo „się rozejdzie”. Ludzie mogą tam sobie mieszkać, bo raka, chorób układu oddechowego i mutacji nie ma co się bać. Były, są i będą. Nawet w starożytnym Egipcie. A oni przecież nie używali elektrowni atomowej.

Dalej, powiedzcie to Marii Skłodowskiej-Curie, której prywatne rzeczy są nadal napromieniowane do takiego stopnia, że chętni do ich przeglądania muszą zakładać specjalne kombinezony!

A poszło tak naprawdę o panele słoneczne. Dowiedziałam się między innymi, że prąd będę miała w zimie przez dwie godziny, a koszty produkcji i utylizacji akumulatorów i przetworników będą zgubne dla mojej kieszeni i dla środowiska też. Może i stare panele potrzebowały bezpośredniej operacji słonecznej, ale nowoczesne ładują się nawet w pochmurny dzień. Do tego, są tanie jak barszcz. Pamiętam jak przed kliku laty, wszelkie ładowarki słoneczne miały ceny zbliżone do poziomu absurdu, w odniesieniu do zarobków przeciętnego zjadacza chleba. Dzisiaj, moja córka, za swoją tygodniówkę, może kupić nie tylko ładowarkę słoneczną do telefonu, ale jeszcze paczkę gumy do żucia. Zestaw turystyczny, składający się z paneli słonecznych i przetwornika można kupić, przy dobrych wiatrach, za jakieś 150 funtów. Słoneczne ładowarki do laptopów i bardziej żernych urządzeń to koszt 40-50 funtów. Dużo czy mało?

Dyskusja się skończyła i została prawie zapomniana. Prawie, bo jakiś czas potem wpadła mi przez wrzutkę w drzwiach ulotka, nakłaniająca mnie grzecznie do montażu paneli słonecznych. Producent zapewnia, że panele ładują się w każdą pogodę. Zgodnie z programem rządowym, jeśli zdecyduję się na założenie paneli, dostanę zwrot podatku na sumę kilku tysięcy funtów, przez najbliższe 20 lat. Dodatkowo, za każdy kilowat oddany do sieci zapłacą mi jakieś pieniądze. Małe, ale zawsze. Oczywiście, koszt paneli mających dostarczać energię dla całego domu nie jest mały, bo wynosi około 12 tys. funtów. W przeliczeniu na koszty realne, będzie to roczna, kiepska pensja albo nowy, mały Peugeot prosto z salonu. Dobra, nie jest to mało. Ale patrząc z drugiej strony, koszt kupienia domu – średniej klasy, w średnim regionie, to około 200 tys. funtów. Dodatkowe 12 tys. robi małą różnicę, bo instalacja elektryczna i tak musi być. Poza tym, odpadają rachunki za prąd – około tysiąca funtów rocznie, zależnie od powierzchni domu. Dochodzi koszt utrzymania instalacji. Ale zwykłą instalację, też trzeba konserwować. Analizując wszystkie za i przeciw okazuje się, że koszt instalacji słonecznej nie jest taki wysoki i nie ukrywajmy, w ciągu następnych kilku lat będzie sukcesywnie malał.

Czy jestem więc niebezpiecznie zielona, optując za energią słoneczną, w przeciwieństwie do entuzjastów energii atomowej, którzy zamkną oczy na błędy czynnika ludzkiego, pieniądze krążące w wielkich korporacjach i ludzkie tragedie, rozgrywające się na tyle daleko, by nie dotykały naszego sumienia?

Owszem, energia atomowa jest tania i łatwo pozyskiwana. Jednak jej produkty uboczne będą towarzyszyć nam, naszym dzieciom i wnukom przez setki lat. Liczba ludzi na ziemi ciągle się zwiększa, a ta nie ma nieograniczonej powierzchni. W naturalny sposób, poszukujemy miejsc, które nadają się do zamieszkania. Z drugiej strony, budujemy bunkry, w których grzebiemy cywilizacyjne odpadki, nie przejmując się zbytnio tym, z czym zmierzyć się będą musiały przyszłe pokolenia. Bo przecież nie będzie to problem naszych czasów.

Nie jestem i nigdy nie byłam wrogiem technologicznego postępu. Wręcz przeciwnie, zawsze dostrzegałam pozytywne jego strony, ułatwienia, dzięki którym żyje się nam lepiej i łatwiej. Jednak nie możemy pozwolić, żeby w imię bycia „nowoczesnym” zostawiać przyszłym pokoleniom spadek, którego sami nie chcielibyśmy otrzymać.

Fakt pozostanie faktem. Nie chcę, by takie tragedie, jak ta, która rozegrała się dla tysięcy ludzi w Fukushimie, odbywały się w moim imieniu i za moim pozwoleniem. Nie oznacza to, że przeniosę się do wioski Amishów, gdzieś w Ohio, oddam komórkę, komputer i zaprzęgnę konika do bryczki. Jednak konsekwentnie, w miarę własnych możliwości, zamierzam zrobić wszystko, by moje wnuki nie musiały zakładać specjalnego obuwia, spacerując po napromieniowanej od odpadków trawie. Nie jest to syndrom wojującej pseudoekologicznej wariatki, ale zwykły zdrowy rozsądek. Każdy w życiu musi dokonywać własnych wyborów.

Zapewniam, że już niedługo, błyszczące dachy domów staną się codziennym widokiem, dokładnie tak samo, jak elektryczne samochody, poruszające się dzięki bateriom słonecznym. Może za 10, może za 15 lat. Może, nie będą demonami prędkości, będą za to poruszały się zgodnie z naturalnym pulsem planety, na której żyjemy.

Czy to naprawdę takie niezwykłe, takie groźne i buntownicze, by przejmować się losem przyszłych pokoleń? Czy to objaw fanaberii, chcieć spacerować wśród lasów, czystych rzek i oddychać świeżym powietrzem?

Dla mnie to najnormalniejsza rzecz na świecie, bez względu na to, czy nazwą mnie "niebezpiecznie zieloną" czy też nie.

Kinga Joanna Ochendowska

oceń
2
0
Podziel się

Zobacz więcej w serwisach WP

Więcej w serwisach WP

Finanse

Pytamy.pl


Opinie

Ocena: 0 [0]
~moradrin [2012-02-06 23:48]

durny artykul. z takimi pseldoekologami szkoda dyskutowac. moze zastanawialas sie, z czego powstaja takie panele i ile polimerów oraz sztucznych i czesto toksycznych skladnikow jest wykorzystywane do ich produkcji. z reszta podobnie jak przy drodukcji zarowek ekologicznych. jedna zarowka philipsa zawiera ok 1 g rteci. ciekawe, czy ktos z was- pseldoekologow wie, jak toksyczna jest rtec i ze jej usuniecie z mieszkania w przypadku pekniecia takiej zarowki jest wlasciwie niewykonalne, bo wnika ona sciany. odnoszac sie do artykulu, to ilosc odpadow promieniotworczych emitowanych do atmosfery przez elektrownie zasilana weglem brunatnym lub kamiennym jest duzo wieksza, niz jest w stanie wyprodukowac elektrownia atomowa, wiec powstaje pytanie: lepiej skladowac taki material w jednym miejscu, czy moze lepiej pozwalac, by zatruwal cale srodowisko. do tego dochodza popioly i pyly z pochodzace z wegla, no i oczywiscie CO2. tak przy okazji, w hiszpani powstala elektrownia sloneczna i okazalo sie, ze koszty produkcji takiej 'czystej' energii sa dziesieciokrotnie wyzsze niz w przypadku elektrowni tradycyjnych. warto wspomniec, ze taka elektrownia szpeci ogromne polacie terenu, a wszelkie ptactwo jest odpedzane na jak najwieksza odleglosc, by przypadkiem nie uszkodzilo, badz zabrudzilo panelow! ot ekologiczne!

odpowiedz

Ocena: +1 [1]
~mskj [2011-12-01 12:34]

Prędzej zdechnę z głodu albo od chemii (tej w bezpiecznych dawkach) niż od atomu.Każdy miłośnik ekologii niech przestanie produkować gór śmieci ,odprawiać modłów w hiper-marketach ,niech zacznie od siebie a wyjdzie mu to na zdrowie.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Mark [2011-10-11 08:03]

Niestety, autorka tego tekstu nie ma zielonego pojęcia o zapotrzebowaniu energetycznym Polski. Baterią słoneczną to można sobie naładować telefon, a nie zapewnić zapotrzebowanie np. Krakowa plus okoliczne fabryki.

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: 0 [0]
~ja [2011-07-09 22:13]

do autorki
Spotkał Panią ostarcyzm i krytyka jaka standardowo dotyka wszystkich uczciwych ekologów... nagradzana francuska dziennikarka świetnie opisała czarny PR jaki uprawiają i opłacają korporacje (w książce "Świat według Mon san to").

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Friendly [2011-07-05 18:47]

Zgadzam sie z opinia
Zgadzam sie z artykułem w 100 % i jeżeli można dodać jak ktoś sie kiedykolwiek interesował chistoria energi elektrycznej i " ojcem " tejże energi Telsa którego zasady sie nic nie zmieniły od kiedy je ustanowił to ten powinien słyszeć iż był on bardzo przeciwny energi atomowej zdając sobie sprawę ze zgubnych skutków jakie za sobą niesie ale ...... cuż szary człowiek może powiedzieć otwarcie przeciw megakorporacja ....przecież ten kto ma pieniądze mówi reszcie co ma robić i używać zasada główna pienidz jest bogiem czym taniej zrobić i drożej sprzedać ......

odpowiedz

Pojedynek

Galerie

Sonda

Ile cali masz w kieszeni?







glosuj

Zakupy

Programy do pobrania: