Po włączeniu jest gorzej. Tutaj, niestety, Roth pojechał na całego.
Producent najwyraźniej doszedł do wniosku, że delikatne żarzenie się
lamp, to za mało by wywołać uśmiech zadowolenia na twarzy dumnego
właściciela. Po włączeni zasilania całość zaczyna się świecić. Świecić
w kolorze zjadliwej czerwieni zmieszanej z delikatnym różem. Nie mam
pojęcia skąd wytrzasnęli diody LED o takim kolorze. By było ciekawiej
zamontowano je w podstawkach tak, że oświetlają lampy. W jasnym
pomieszczeniu podświetlenie nie razi tak mocno, gorzej gdy zapada
zmierzch. Roth Audio MC4 zaczyna przypominać mały, tani, sztuczny
kominek. Szkoda. Choć ma to w sobie pewien delikatny urok.
![]() |
| Gdy zapadają ciemności, budzą się demony (fot. wp.pl / [k-o]) |
Podobnie, bardzo pozytywne pierwsze wrażenie psują pokrętła. Spodziewałem się klasycznego potencjometru i mechanicznego przełącznika wejść. Niestety. Wzmocnienie jest sterowane elektronicznie, podobnie przełącznik wejść. Do momentu gdy nie włączymy zasilania możemy kręcić gałkami w koło. Po włączeniu położenie wirtualnych regulatorów pokazują zielone diody LED.
![]() |
| iPod touch "zadokowany" w Roth Audio MC4 Music Cocoon (fot. wp.pl / [k-o]) |
MC4 przeznaczony jest głównie do współpracy z urządzeniami Apple, wyposażono go w złącze dokujące do iPodów i iPhone’a. Jednak producent wyposażył go także w wejście audio przeznaczone dla odtwarzacza CD/DVD-Audio oraz innego niż iPod odtwarzacza MP3. To ostatnie wejście potraktowano lekko po macoszemu. O ile gniazda do podłączenia sprzętu audio to masywne, złocone cinche, dodatkowe gniazdo MP3 to biedny, zwykły, chromowany mini-jack. Mimo tych mankamentów całość prezentuje się bardzo sympatycznie.


















