W nowym projekcie pozostały zapisy, które nie budziły wątpliwości.
Zakłada on, że we wszystkich ośrodkach gier (kasynach, salonach gier na automatach oraz w bingo pieniężne) będzie prowadzona rejestracja gości - jako warunek wstępu. Mają być sprawdzane data i godzina wejścia gościa do ośrodka oraz jego dane osobowe. Chodzi o imię, nazwisko, rodzaj i numer dokumentu potwierdzającego wiek i tożsamość, numer PESEL lub datę urodzenia oraz adres zamieszkania i obywatelstwo. Dane te będą udostępniane wyłącznie m.in. funkcjonariuszom celnym, inspektorom kontroli skarbowej, policji, sądowi, prokuratorowi, w celu weryfikacji przestrzegania sądowego zakazu uczestnictwa w grach hazardowych.
"Dla bezpieczeństwa grających i przestrzegania reguł urządzania gier wskazano, aby urządzenia przetwarzające i przechowujące informacje oraz dane dotyczące zakładów wzajemnych urządzanych przez internet i ich uczestników były zainstalowane i przechowywane w Polsce" - przewiduje projekt.
Strona internetowa wykorzystywana do ich przyjmowania powinna być przypisana do polskich stron internetowych. Transakcje wynikające z tych zakładów mają być realizowane za pośrednictwem banku mającego siedzibę lub oddział w Polsce.
Projekt przewiduje, że podmioty urządzające zakłady wzajemne przez internet będą musiał złożyć w terminie określonym w zezwoleniu zabezpieczenie w wysokości 480 tys. zł. W takich zakładach będą mogły uczestniczyć wyłącznie osoby, które ukończyły 18 lat.
Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej Anna Streżyńska powiedziała w piątek PAP, że dobrze się stało, że rząd wycofał się z zapisów dot. rejestru stron niedozwolonych. "Rząd powinien najpierw zastanowić się, co zrobić, żeby istniejące przepisy prawne zaczęły dobrze funkcjonować. Wszystkie przestępstwa, o których rząd mówił w rejestrze, są ujęte w prawie karnym" - powiedziała.
"Trzeba najpierw poprawić działanie policji czy prokuratury w sprawie przestępczości w internecie, a dopiero potem uzupełniać je o takie instytucje, jak np. rejestr" - powiedziała.
















