Motorola Flipout już na pierwszy rzut oka wyróżnia się na tle innych telefonów. Nietypowy, ciekawy wygląd, ekran dotykowy, pełna klawiatura QWERTY, system operacyjny Android 2.1 i atrakcyjna cena – czy to wystarczy, aby trafić w gusta klientów?
![]() |
| (fot. Motorola) |
Pierwsze wrażenie
Początkowo miałem mieszane uczucia co do Fipouta. Nigdy wcześniej nie korzystałem z aparatu, który tak bardzo odbiegał od sprawdzonych już rozwiązań. Z tym większym zainteresowaniem oczekiwałem na testowy egzemplarz. Po wyjęciu telefonu z pudełka, moim oczom ukazał się mały kwadratowy telefon w różowej obudowie z tandetnego plastiku. Poczułem niesmak i zacząłem zastanawiać się jak przetestować ten gadżet rodem prosto z Wenus. Na szczęście w pudełku znalazłem panel w kolorze czarnym, który sprawił, ze telefon nieco lepiej prezentował się w moich dłoniach.
![]() |
| (fot. Motorola) |
Pierwsze wrażenie nie należało zatem do udanych. Kolejne dziesięć minut użytkowania sprawiło, że już na samym początku zacząłem postrzegać Flipout'a jako bubel – telefon zawiesił się podczas odblokowywania Podczas podróży komunikacją miejską wpadłem na pomysł uprzyjemnienia sobie czasu odrobiną muzyki. Flipout został wyposażony w złącze jack 3,5 mm i słuchawki. Zacząłem więc szukać aplikacji powiązanej z radiem FM. Po dwukrotnym przejrzeniu menu doszedłem do wniosku, że Flipout jest go po prostu pozbawiony. W rzeczywistości okazało się jednak, że dostęp do radia można uzyskać dopiero po zgłębieniu funkcji odtwarzacza muzyki. Po powrocie do domu zdziwił mnie telefon od znajomego, który zadzwonił na mój numer stacjonarny z pytaniem – „co się dzieje z twoją komórką?” Okazało się, że Motorola zgubiła zasięg. Czyżby jednak bubel? Kolejne dni testu na szczęście nie obfitowały już w tyle niemiłych niespodzianek.






















