"W przypadku naszego filmu scenariuszem była kartka papieru, na której krótko opisaliśmy, co może się przydarzyć bohaterom - wyjaśniła Jurkiewicz. - Następnie przystąpiliśmy do tworzenia koncepcji postaci. Dla każdej stworzyliśmy bardzo dużo rysunków, pokazujących ich cechy charakterystyczne. Dopiero później zajęliśmy się opracowaniem wstępnych modeli 3D".
Kiedy sylwetki bohaterów były już narysowane, autorzy stworzyli storyboard, czyli "przenieśli" scenariusz pisany na obrazki. "Można to porównać do komiksu - wytłumaczyła współautorka filmu. - Na poszczególnych scenkach widzimy, jak dana postać będzie się poruszać, co się jej przytrafi. To taki szkic filmu".
![]() |
Dopiero po zakończeniu tego etapu, autorzy przystąpili do tworzenia pierwowzoru filmu w specjalnym programie komputerowym Autodesk Maya. W efekcie powstała pierwsza, bardzo jeszcze schematyczna animacja. "Etap ten, zwany Animatic-3D, jest bardzo ważny. Jeśli jest dobrze zrobiony, to już połowa sukcesu w pracy nad filmem. Po nim nie wprowadza się już żadnych zmian do scenariusza" - podkreślali prowadzący.
Etap preprodukcji został zakończony. Studenci przystąpili do produkcji właściwej, polegającej w głównej mierze na pracy nad finalnymi wersjami postaci. "Było to jak rzeźbienie w glinie - porównała Anna Jurkiewicz. - Każda postać to siatka stworzona z wielokątów. Można je obracać, przestawiać i łączyć ze sobą, niczym klocki układanki. Można je także dowolnie dzielić i skalować. Z klocków tych zbudowaliśmy głowy, odwłoki, rączki itp. Uzyskaliśmy w ten sposób trójwymiarowe modele, które należało następnie pokolorować. Proces ten nazywał się teksturowaniem".

















