![]() |
Układy betawoltaiczne zamieniają natomiast w prąd elektryczny energię kinetyczną elektronów będących jednym z produktów rozpadu beta. Jako źródło elektronów służy zazwyczaj tryt – radioaktywny izotop wodoru, który podczas rozpadu beta zamienia się w hel i emituje elektron (cząstkę beta) oraz antyneutrino elektronowe.
W przeciwieństwie do wielu urządzeń wytwarzających energię elektryczną wskutek przemian jądrowych baterie betawoltaiczne nie generują dużych ilości ciepła. Niestety, dostarczają też niewiele prądu. Między innymi z tej przyczyny przegrały one rywalizację z tanimi ogniwami litowo-jonowymi przynajmniej w dziedzinie produkcji masowej.
![]() |
| (fot. heise-online.pl) |
Wyprodukowane przez Widetroniksa ogniwo dostarcza najwyżej 25 nanowatów. To za mało, aby zasilić laptop czy komórkę, ale wystarczająco dużo, gdy chodzi o niektóre urządzenia wojskowe. Systemy służące do zdalnego monitorowania pocisków nuklearnych i uzbrojenia innego typu zadowalają się mikrowatami, a muszą działać w bardzo szerokim zakresie temperatur, nieakceptowalnych przez standardowe baterie, ale zupełnie znośnych dla układów betawoltaicznych. Poza tym w części wyposażenia wojskowego wymiana baterii jest w ogóle niemożliwa: są pakowane w obudowy typu antitamper, których otworzenie powoduje zniszczenie samego urządzenia. Na tych właśnie polach widać przewagę ogniw betawoltaicznych – a jeśli baterie opracowane przez firmę Widetronix przejdą testy, Lockheed Martin rozpocznie ich montowanie w produkowanym sprzęcie w ciągu roku.
Baterie Widetroniksa mają także trafić na cywilny rynek. Nie będą tanie: ich cena sięgnie 500 dolarów.
























